| « poprzedni wątek | następny wątek » |
1. Data: 2000-02-06 22:57:13
Temat: edukacja seksualnaWitam wszystkich grupowiczow.
Ostatnio ogladalem w telewizji pewien program, w ktorym odbywala sie
dyskusja na temat podrecznika do przedmiotu wychowanie seksualne "Zanim
wybierzesz..." i "Wychowanie do zycia w rodzinie". Bardzo zaskoczyla mnie
ich zawartosc merytoryczna. Po tym programie wpadl mi w rece artykul z pisma
ukazujacego sie jako dodatek do Gazety Wyborczej "Wysokie obcasy", ktory byl
poswiecony wlasnie tym dwom ksiazeczka. Sa w nim przytoczone nieliczne
fragmenty z tych podrecznikow. Data wydania artykolu: sobota 22.01.2000. Po
jego przeczytaniu i po obejrzeniu tego wyzej wspomnianego programu
dowiedzialem sie, ze:
Masturbacja wywolana jest przez robaczyce. Jesli chodzi o formy
antykoncepcji, to oczywiscie wszystkie pigulki tego typu wywoluja raka, a
jedynym sposobem na
unikniecie niechcianego potomstwa sa metody naturalne, a metody nienaturalne
sa uwazane za gerzech!!! W jednym z nich jest mala wzmianka dotyczaca
transwestytow. Zgadnijcie jaki podali przyklad: Chlopa szkockiego w
spudniczce w krate!!!!
Acha, i teraz najwazniejsze!!! Jesli chodzi o problem AIDS, to autorzy
jednego z tych podrecznikow pisza, ze dotyczy on tylko homoseksualistow,
narkomanow, tych, co stosuja prezerwatywy oraz tych, ktorzy wspolzyja przed
slubem. Najwyrazniej uwazaja oni, ze slub leczy HIV.
To sa oczywiscie tylko nieliczne przyklady jego zawartosci. Jezeli beda
chetni, to moge przeslac wiecej "nowinek" odnosnie tych ksiazeczek
Czy uwazacie, ze z takiego podrecznika powinna korzystac mlodziez szkolna?
Ja uwazam, ze nie. Co sadzicie na ten temat?
z pozdrowieniammi:
Doctorek
P.S.
Czy jest moze wsrod Was jakas osoba, ktora posiada ta ksiazeczke?
Ja chyba sobie ja kupie, ale potraktuje ja tak, jak uwazam, powinno sie ja
traktowac, czyli jak dowcip tysiaclecia.
P.S.
Czy sa moze jacys nauczyciele na tej grupie? Chcialbym zasiegnac ich zdania
na ten temat
P.S.
Autorami tych podrecznikow sa ludzie, ktorzy w ogole nieprowadzili rzadnych
praktyk w dziedzinie seksuologii
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
Zobacz także
1. Data: 2000-02-07 12:41:51
Temat: Re: edukacja seksualna
Dariusz Rutkowski (Doctorek) napisał(a) w wiadomości: ...
>Czy uwazacie, ze z takiego podrecznika powinna korzystac mlodziez szkolna?
Młodzież szkolna NIE POWINNA korzystać z jakiegokolwiek podręcznika.
"Wychowanie seksualne" powinno odbywać się - podobnie jak każde inne
wychowanie (oprócz fizycznego i technicznego:) - w domu. W szkole powinno
się jedynie podawać informacje, których rodzice mogą nie posiadać (bo
ulegają zmianom, np. aktualna lista dostępnych metod antykoncepcji i ich
skuteczność oraz skutki - prawdziwe! - uboczne). I tyle. Żadnego
umoralniania, żadnego "wychowania seksualnego" czy "przysposobienia do życia
w rodzinie". Od czegoś w końcu ci rodzice są, niech wreszcie zaczną
wykonywać swoje obowiązki wobec dzieci.
Pozdrawiam
K. Ciesielski
PS. Jestem nauczycielem (nie WS)
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-07 14:55:25
Temat: Re: edukacja seksualna> Dariusz Rutkowski (Doctorek) napisał(a) w wiadomości: ...
> >Czy uwazacie, ze z takiego podrecznika powinna korzystac mlodziez
szkolna?
>
>
> Młodzież szkolna NIE POWINNA korzystać z jakiegokolwiek podręcznika.
> "Wychowanie seksualne" powinno odbywać się - podobnie jak każde inne
> wychowanie (oprócz fizycznego i technicznego:) - w domu. W szkole powinno
> się jedynie podawać informacje, których rodzice mogą nie posiadać (bo
> ulegają zmianom, np. aktualna lista dostępnych metod antykoncepcji i ich
> skuteczność oraz skutki - prawdziwe! - uboczne). I tyle. Żadnego
> umoralniania, żadnego "wychowania seksualnego" czy "przysposobienia do
życia
> w rodzinie". Od czegoś w końcu ci rodzice są, niech wreszcie zaczną
> wykonywać swoje obowiązki wobec dzieci.
A co z dziecmi rodzicow, ktorzy nie chca tego zrobic. Ideologia ideologia a
zycie zyciem!
Lepiej niech te dzieci zyja w nieswiadomosci? I robia glupoty? Czy lepieej
niech chociaz posiadaja podstwawe informacjepodane przez nauczycieli?
Mała
--
Najnowsze oferty pracy: http://www.newsgate.pl/archiwum/pl-praca-oferowana/
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 10:51:41
Temat: Re: edukacja seksualna
Mała napisał(a) w wiadomości: <9...@g...newsgate.pl>...
>A co z dziecmi rodzicow, ktorzy nie chca tego zrobic. Ideologia ideologia
a
>zycie zyciem!
>Lepiej niech te dzieci zyja w nieswiadomosci? I robia glupoty? Czy lepieej
>niech chociaz posiadaja podstwawe informacjepodane przez nauczycieli?
Czy zatem nauczyciele mają uczyć dzieci zachowania przy stole, mycia rąk po
skorzystaniu z WC albo zachowania w autobusie? Bądźmy poważni. Szkoła jest
od uczenia, rodzice od wychowywania. Szkoła może (powinna) wychowywać w
zakresie nie leżącym w możliwościach rodziny (np. wychowanie obywatelskie,
przygotowanie do funkcjonowania w instytucjach demokratycznych itp.). A
jeśli w pozostałej części procesu wychowania rodzice zawiodą... No cóż,
dzieci zwykle ponoszą konsekwencje błędów ich rodziców... Szkoła powinna
udzielić informacji - np. na biologii; było kiedyś coś, co nazywało się
"nauka o człowieku" - jak dochodzi do zapłodnienia, jak rozwija się płód,
jakie są metody zapobiegania ciąży. Ale tylko PODAĆ - bez wartościowania i
dzielenia na lepsze/gorsze (co najwyżej z informacją: mniej/bardziej
skuteczna). Ale to nie jest wychowanie i nie ma mieć związku z taką czy inną
moralnością. Błędem największym (a może działaniem celowym) było tworzenie
odrębnego przedmiotu. Wszak rozmnażanie to zjawisko jak najbardziej
biologiczne i na biologii właśnie jest miejsce i czas by o tym mówić. A
wychowywać mają rodzice. Koniec, kropka.
Pozdrawiam
K. Ciesielski
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 12:53:17
Temat: Re: edukacja seksualna> Czy zatem nauczyciele mają uczyć dzieci zachowania przy stole, mycia rąk
po
> skorzystaniu z WC albo zachowania w autobusie? Bądźmy poważni. Szkoła jest
> od uczenia, rodzice od wychowywania.
Jak chodzilam do podstawowki (zerowki czy cos tam) to pamietam, ze uczono
nas zachowywania higieny. Do klasy przychodzila higienistka i wyjasniala.
Uwazam, ze szkola powinna nie byc tylko do uczenia. Musi wychowywac.
Ale troche inaczej niz robia to rodzice. Wydaje mi sie, ze proces
wychowania dzieci, powinien miec na celu przygotowanie dzieci do
samodzielnego zycia.
Wiec dlaczego pewnych faktow, ktore nie niosa za soba zadnych ideologii, nie
maja podawac nauczyciele. Oczywiscie, nie wszyscy, ale Ci, ktorych jest to
zadaniem.
Wez pod uwage, ze szkole rozpoczynaja dzieci z roznych domow. Rowniez z tych
patologicznych. Sa dzieci kultralne ktore umieja zachowac sie przy stole,
ale i takie, ktore ledwo umieja lyzke trzymac. Dlaczego wychowawca w formie
zabawy ma nie pokazac wszystkim, jak to sie w cywilizowanym swiecie robi.
Tym co umieja nie zaszkodzi, a paru dzieciom oszczedzi wstydu na stolowce.
Szkoła może (powinna) wychowywać w
> zakresie nie leżącym w możliwościach rodziny (np. wychowanie obywatelskie,
> przygotowanie do funkcjonowania w instytucjach demokratycznych itp.). A
> jeśli w pozostałej części procesu wychowania rodzice zawiodą... No cóż,
> dzieci zwykle ponoszą konsekwencje błędów ich rodziców...
Po to wlasnie, aby rodzice ( ktorzy nie konczyli kursow psychologicznych
itp), mogli uniknac bledow, szkola powinna z nimi wspolpracowac. Czasem
nauczyciel, ktory spoglada, na dziecko troche z boku, dostrzeze, ze ma ono
jakies klopoty , czy problemy. Rodzicowi wierzacemu, ze jego dziecko jest
dobre, moze sie to nie udac.
Szkoła powinna
> udzielić informacji - np. na biologii; było kiedyś coś, co nazywało się
> "nauka o człowieku" - jak dochodzi do zapłodnienia, jak rozwija się płód,
> jakie są metody zapobiegania ciąży. Ale tylko PODAĆ - bez wartościowania i
> dzielenia na lepsze/gorsze (co najwyżej z informacją: mniej/bardziej
> skuteczna). Ale to nie jest wychowanie i nie ma mieć związku z taką czy
inną
> moralnością.
OK. Zadzam sie z Toba. Ale o tym wlasnie pisalam. Ze wiedze trzeba mlodziezy
przekazac, a nie zostawiac na pastwe, losu, czyli tego, czy rodzice, zdobeda
sie na powazna rozmowe.
Błędem największym (a może działaniem celowym) było tworzenie
> odrębnego przedmiotu. Wszak rozmnażanie to zjawisko jak najbardziej
> biologiczne i na biologii właśnie jest miejsce i czas by o tym mówić. A
> wychowywać mają rodzice. Koniec, kropka.
Zycie seksualne na biologi? Pewne aspekty tak, ale srodki antykoncepcyjne?
Choroby weneryczne?
Jak ja chodzilam do ogolniaka bylo cos takiego jak godzina wychowawcza.
Bardzo cenie sobie sposob w jaki prowadzila go moja wychowawczyni.
Zapraszala roznych ludzi, roznych profesji do klasy na pogadanki.
Np. Ginekologa, ktory mowil nam o antykoncepcji, chorobach wenerycznych
lekarza, o narkomanii, policjanta, o przestepstwach i rozne, rozne takie.
A jak nie zapraszala, to przygotowywala dla nas jakis bulwersujcy artykul,
np o eutanazji i wzbudzala dyskusje. Oprocz poszerzania naszych horyzontow
na pewno wychowywala. Bo czymze to nazwiesz. Przygotowywala nas do zycia?
Czyli wychowywala. Mowila zawsze, "ja wyszlam ze szkoly zupelnie nie
przygotowana do zycia, rodzice, krepowali sie ze mna rozmawiac na trudne
tematy (takie czasy), wiec ja wam pomoge".
A byla ze swej profesji matematyczka.
Mała
--
Najnowsze oferty pracy: http://www.newsgate.pl/archiwum/pl-praca-oferowana/
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 14:34:18
Temat: Re: edukacja seksualna
Mała napisał(a) w wiadomości: <9...@g...newsgate.pl>...
>Jak chodzilam do podstawowki (zerowki czy cos tam) to pamietam, ze uczono
>nas zachowywania higieny. Do klasy przychodzila higienistka i wyjasniala.
I to był błąd. Przez ileś tam lat wmawiano rodzicom, że szkoła wychowuje ich
dzieci. I oni uwierzyli. A szkoła NIE MA czasu na wychowywanie. Owszem,
powinna wspierać wychowanie, ale tylko wspierać. A wspieranie powinno
polegać na promowaniu zachowań dobrych (wg uniwersalnej etyki) oraz
negowaniu złych. Ale - powtarzam - główny kierunek wychowania MUSI nadawać
rodzina.
>Uwazam, ze szkola powinna nie byc tylko do uczenia. Musi wychowywac.
>Ale troche inaczej niz robia to rodzice. Wydaje mi sie, ze proces
>wychowania dzieci, powinien miec na celu przygotowanie dzieci do
>samodzielnego zycia.
A rodzice jak powinni wychowywać? Każde wychowanie - czy to w domu, czy
gdzie indziej - wiedzie do samodzielności. W zasadzie wychowanie jest nauką
samodzielności.
>Wiec dlaczego pewnych faktow, ktore nie niosa za soba zadnych ideologii,
nie
>maja podawac nauczyciele. Oczywiscie, nie wszyscy, ale Ci, ktorych jest to
>zadaniem.
To znaczy? Biolog, fizyk, wuefista?
>
>Wez pod uwage, ze szkole rozpoczynaja dzieci z roznych domow. Rowniez z
tych
>patologicznych. Sa dzieci kultralne ktore umieja zachowac sie przy stole,
>ale i takie, ktore ledwo umieja lyzke trzymac. Dlaczego wychowawca w formie
>zabawy ma nie pokazac wszystkim, jak to sie w cywilizowanym swiecie robi.
>Tym co umieja nie zaszkodzi, a paru dzieciom oszczedzi wstydu na stolowce.
A za to będą pośmiewiskiem na lekcji - na jedno wychodzi...
>Po to wlasnie, aby rodzice ( ktorzy nie konczyli kursow psychologicznych
>itp), mogli uniknac bledow, szkola powinna z nimi wspolpracowac. Czasem
>nauczyciel, ktory spoglada, na dziecko troche z boku, dostrzeze, ze ma ono
>jakies klopoty , czy problemy. Rodzicowi wierzacemu, ze jego dziecko jest
>dobre, moze sie to nie udac.
Informowanie o problemach nie jest wychowywaniem. Widzę, że zmierzasz trochę
w kierunku "Nowego wspaniałego świata" - wychowanie pod okiem specjalisty
wiodące do ściśle określonego celu. Tymczasem wychowanie MUSI odbywać się w
sposób indywidualny - a to zapewnia tylko rodzina. Najlepszym zaś
wychowaniem jest najzwyklejszy przykład rodziców - dzieci bardzo łatwo
"łapią" od nich wzorce, choć same się do tego nie chcą przyznać. I jakoś
przez te tysiące lat ludzie pozbawieni jakiejkolwiek wiedzy psychologicznej
wychowywali dzieci i wyrastali z nich uczeni, artyści, święci...
>OK. Zadzam sie z Toba. Ale o tym wlasnie pisalam. Ze wiedze trzeba
mlodziezy
>przekazac, a nie zostawiac na pastwe, losu, czyli tego, czy rodzice,
zdobeda
>sie na powazna rozmowe.
Państwo NIE MOŻE wyręczać rodziców w wychowaniu. Coś takiego nazywa się
indoktrynacją...
>Zycie seksualne na biologi? Pewne aspekty tak, ale srodki antykoncepcyjne?
>Choroby weneryczne?
A co to jest choroba weneryczna? Zjawisko fizyczne? Reakcja chemiczna? Jest
to choroba wywoływana przez bakterie bądź wirusy. A zarówno choroby, jak i
ich przyczyny są jak najbardziej biologią. Jeśli uczeń uczy się na biologii
o czerwonce, to czemu nie o kile? Jeśli poznaje budowę i cykl rozwojowy
(oraz mechanizm zakażania) tasiemca czy owsika, to czemu nie wirusa HIV? To
TEŻ jest biologia.
>Jak ja chodzilam do ogolniaka bylo cos takiego jak godzina wychowawcza.
Oby znikła jak najszybciej. Jest ona bowiem po to tylko, by szkoła mogła
powiedzieć, że realizuje zadania nałożone na nią przez ministerstwo i
"wychowuje". Co to jest jedna godzina w tygodniu (a zdaje się, że w
"rozpisce" może być nawet raz na dwa tygodnie)?
>Np. Ginekologa, ktory mowil nam o antykoncepcji, chorobach wenerycznych
A nie łaska było samemu pofatygować się do ginekologa? Że wstyd? Można
poprosić mamę, żeby towarzyszyła.
>lekarza, o narkomanii, policjanta, o przestepstwach i rozne, rozne takie.
Narkotyki - biologia i chemia; przestępczość - wiedza o społeczeństwie;
różne takie - różne takie...
>A jak nie zapraszala, to przygotowywala dla nas jakis bulwersujcy artykul,
>np o eutanazji i wzbudzala dyskusje. Oprocz poszerzania naszych horyzontow
>na pewno wychowywala. Bo czymze to nazwiesz. Przygotowywala nas do zycia?
Zastępowała Wam rodziców. I to jest błąd. Owszem, ładnie z jej strony, ale
źle, że istnieje taki nakaz odgórny, który zdejmuje ciężar wychowania z
rodziców i nakłada go na szkołę.
>Czyli wychowywala. Mowila zawsze, "ja wyszlam ze szkoly zupelnie nie
>przygotowana do zycia, rodzice, krepowali sie ze mna rozmawiac na trudne
>tematy (takie czasy), wiec ja wam pomoge".
A przy okazji nastawiała Was przeciwko rodzicom (przynajmniej tych, którzy
podobnie jak "pani wychowawczyni" nie mogli porozmawiać z rodzicami na ten
temat). A czy "pani wychowawczyni" próbowała porozmawiać o seksie z
rodzicami? A może czekała, aż sami jej opowiedzą o "pszczółkach i
motylkach".
>
>A byla ze swej profesji matematyczka.
To tłumaczy wszystko... :)
Pozdrawiam
K. Ciesielski
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 14:44:39
Temat: Re: edukacja seksualna
> Mała napisał(a) w wiadomości: <9...@g...newsgate.pl>...
a Krzysztof Ciesielski odpowiedział.
Ja widzę wiele racji po obu stronach tylko w jednym się zgubiłem:
>
> >A byla ze swej profesji matematyczka.
>
> To tłumaczy wszystko... :)
To znaczy jak tłumaczy?
Pozdrawiam,
MP
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 15:57:53
Temat: Re: edukacja seksualna
Marek Pawłowski napisał(a) w wiadomości: <3...@f...edu.pl>...
>> >A byla ze swej profesji matematyczka.
>>
>> To tłumaczy wszystko... :)
>
>To znaczy jak tłumaczy?
Nawet Nobel nie przyznał matematykom nagrody... :)
Pozdrawiam
K. Ciesielski
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-08 23:38:27
Temat: Odp: edukacja seksualnaUżytkownik Krzysztof Ciesielski <k...@f...onet.pl> w wiadomości do
grup dyskusyjnych napisał:87p997$efh$...@h...man.lublin.pl...
Najlepszym zaś
> wychowaniem jest najzwyklejszy przykład rodziców - dzieci bardzo łatwo
> "łapią" od nich wzorce, choć same się do tego nie chcą przyznać.
Co z Ciebie za nauczyciel? Czyżbyś Ty osobiście żadnego przykładu uczniom
nie dawał? Od Ciebie dzieci też "łapią" wzorce. I wcale nie musi się to
odbywać na lekcji - choć tam jest to szczególnie wyraźne. Oczywiście można
odwalić lekcję, można ją przeprowadzić w sposób twórczy - myslisz, że to na
ucznia nie wpływa wychowawczo? Zresztą, co ja będę opowiadał nauczycielowi o
metodach nauczania. Teorię wychowania też na pewno studiowałeś, hę? ;)
I jakoś
> przez te tysiące lat ludzie pozbawieni jakiejkolwiek wiedzy
psychologicznej
> wychowywali dzieci i wyrastali z nich uczeni, artyści, święci...
A nie przypominasz sobie czasami jakiegoś mistrza, który w oliwnym gaju (w
starożytnej Grecji, a może w Judei, a może jeszcze gdzieś...) wodził za sobą
grono uczniów, których uczył i (chyba) wychowywał? Może ten mistrz nie
studiował psychologii, ale psychologiem musiał byc co najmniej świetnym...
> Państwo NIE MOŻE wyręczać rodziców w wychowaniu. Coś takiego nazywa się
> indoktrynacją...
A kto mówi o wyręczaniu? Szkoła ma wspomagać rodzinę. Jasne, że nie przy
pomocy idiotycznych podręczników, ale często w szkole łatwiej dostrzega się
pewne zaburzenia w zachowaniu uczniów, czy pewne braki w ich wychowaniu.
Można i należy wtedy pomóc rodzinie w ich przezwyciężeniu. Być może byłeś
kiedyś (jesteś) tzw. wychowawcą klasy. Czy twoja rola konczyła się na
sprawdzeniu frekwencji? Na opieprzeniu tych uczniów, którzy się obijają
cholera - (to też wychowywanie). A może usiadłeś za gazetą i nie bawiłeś się
w wychowywanie swojej klasy? OK. współczuję Ci.
> >Czyli wychowywala. Mowila zawsze, "ja wyszlam ze szkoly zupelnie nie
> >przygotowana do zycia, rodzice, krepowali sie ze mna rozmawiac na trudne
> >tematy (takie czasy), wiec ja wam pomoge".
>
>
> A przy okazji nastawiała Was przeciwko rodzicom (przynajmniej tych, którzy
> podobnie jak "pani wychowawczyni" nie mogli porozmawiać z rodzicami na ten
> temat).
Idiotyzm. Jak taka rozmowa może nastawić przeciwko rodzicom!!!? Jeśli tylko
ich uzupełnia.
Ach, jak czytam Twoje wypowiedzi - a miałem okazję poznać Twoje poglądy już
w kilku wątkach w ostatnim czasie - to zastanawiam się, czy ta nowa reforma
z segregowaniem i selekcjonowaniem nauczycieli na dobrych i tych innycyh,
nie ma czasami sensu...
Mimo wszystko
Pozdrawiam
Roman Stachowiak - nauczyciel techniki (kiedyś: wychowania technicznego) w
Szkole Podstawowej i Gimnazjum oraz wychowawca klasy V Sp.
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2000-02-09 08:04:16
Temat: Re: edukacja seksualna
Krzysztof Ciesielski wrote:
> Marek Pawłowski napisał(a) w wiadomości: <3...@f...edu.pl>...
>
> >> >A byla ze swej profesji matematyczka.
> >>
> >> To tłumaczy wszystko... :)
> >
> >To znaczy jak tłumaczy?
>
> Nawet Nobel nie przyznał matematykom nagrody... :)
Dzięki za wyjaśnienie. Ponieważ mam kilkoro dzieci w szkole, które muszš się
kontaktować z nauczycielami i ja też to od czasu do czasu robię, to byłbym
wdzięczny za rozwiniecie tego ciekawego rankingu szkolnych profesji. Rozumiem,
że matematycy sš tu jakoś niżej niż chemicy, biolodzy i oczywiście fizycy (to
powinienem odgadnšć sam z racji swojej profesji). Czy wśród tych trzech grup
też jest jakaś hierarchia, czy wszyscy równo (mi by było milej, gdyby fizycy
byli na górze)? Czy z racji nagrody literackiej, do grupy tej zaliczajš się
także poloniści? A może także angliści, germaniści i rusycyści, bo wszak
nagrody sš za dzieła w różnych językach? W ogóle to może by było dobrze
wywieszać w szkołach rozpiskę z takš drabinkš, i dzieciak, który lubi jasne
sytuacje, wiedziałby od razu, że jak wychowuje chemiczka, to trzeba uważnie
słuchać, a jak na głupie uwagi sili się majsterklepka, to można sobie w nosie
podłubać? Mam też pewien osobisty dylemat. Moja żona! Choć z wykształcenia
fizyczka, uczy matematyki. Czy spadła przez to z drabiny, czy zachowała przez
Nobla przypisanš pozycję?
Pozdrawiam,
MP
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
| « poprzedni wątek | następny wątek » |