Strona główna Grupy pl.sci.psychologia sztuka kompromisów

Grupy

Szukaj w grupach

 

sztuka kompromisów

Liczba wypowiedzi w tym wątku: 22


« poprzedni wątek następny wątek »

1. Data: 2007-03-03 14:50:43

Temat: sztuka kompromisów
Od: "Hanka" <c...@g...com> szukaj wiadomości tego autora


Temat nasunął mi się po przeczytaniu wątku o kryzysie małżeńskim
kuzynki Marka. ( Marek, 28 Feb 2007 21:04:44 - poszukiwanie
książki).Podstawowym problemem w związku małżeńskim czy partnerskim,
jest umiejętność _dogadania się_. Różne są sposoby owego dogadywania
się, wspólnego uzgadniania celów czy pryncypiów, prędzej czy później
jednak pojawia się konieczność tak zwanego pójścia na kompromis przez
jedną ze stron. I tu pytanie:
gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...
Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
metoda? Chyba nie, skoro pociąga niekiedy za sobą perfidne
wykorzystanie owego _ustępowania_ , nie mające przecież z kompromisem
nic wspólnego?...

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


Zobacz także


2. Data: 2007-03-03 17:54:39

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: "Grzechu" <fenio_@_autograf_kropka_pl_.de> szukaj wiadomości tego autora

Hanka <c...@g...com> napisał:
> Temat nasunął mi się po przeczytaniu wątku o kryzysie małżeńskim
> kuzynki Marka. ( Marek, 28 Feb 2007 21:04:44 - poszukiwanie
> książki).Podstawowym problemem w związku małżeńskim czy partnerskim,
> jest umiejętność _dogadania się_.

A co to jest dogadanie się ? Według mnie dogadywanie się to fikcja dla
ładnej nazwy pod którą kryje się ustępstwo. Jedna lub obie strony rezygnują
ze swoich "roszczeń" a problem nadal pozostaje tylko uśpiony. Jedyne wyjście
z problemu to merytoryczne przekonanie drugiej strony do swoich racji ale to
nie zawsze jest możliwe.

> gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
> potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...

Ta granica zależy od konkretnych charakterów ludzi i konkretnej sytuacji. Co
innego pójśc na ustępstwo i robić co dwa dni pranie a co innego w ramach
ustępstwa skazywać się na nieudane życie seksualne.

> Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
> metoda?

Dobra metoda na odwlekanie i tak nieuniknionego konfliktu.

--
Pozdrawiam
Grzechu

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


3. Data: 2007-03-04 00:53:47

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: "Morderca uczuć" <l...@t...pl> szukaj wiadomości tego autora

On 3 Mar, 15:50, "Hanka" <c...@g...com> wrote:
> Różne są sposoby owego dogadywania
> się, wspólnego uzgadniania celów czy pryncypiów, prędzej czy później
> jednak pojawia się konieczność tak zwanego pójścia na kompromis przez
> jedną ze stron.

IMO, popełniasz błąd. Kompromis to sprawa dwóch stron, nie jednej.
Przykład: Jej przeszkadza w nim cecha xyz, przez którą ona wszczyna
konflikt, robi sugestie, czepia się itd. On się wkurza na jej gadanie.
Kompromis powstaje wówczas, gdy on zda sobie sprawę, iż xyz może w
niej wzbudzać złe emocje i postanawia kontrolować tę cechę, a ona
zaczyna się starać być bardziej tolerancyjna, wiedząc, że xyz całkiem
od razu nie zniknie z jego charakteru. Mz to forma dobrowolnej umowy
dla uzyskania wzajemnego komfortu (uniknięcia konfliktu). A do umowy
trzeba dwojga ;)

> I tu pytanie:
> gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
> potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...

Dlaczego uważasz, że kompromis może w ogóle dotykać potrzeb? Są
sprawy, w których nie ma kompromisów i zaliczają się do nich
"potrzeby". Mam wrażenie, że nadal mylnie pojmujesz kompromis jako
zmuszanie się jednej strony do zaakceptowania czegoś w drugiej.

> Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
> metoda?

Nadal się upieram... "ustępowanie" to nie umowa czyli nie kompromis.
To, jak nazwa wskazuje, rezygnacja w imię czegoś tam. Jeśli chcę kupić
pietruszkę a sprzedawca daje mi colę lub w ogóle odpowiada "nie ma i
nie masz co liczyć na zieleninę", to nie będzie umowy sprzedaży
(kompromisu). Co innego, gdyby sprzedał mi koperek ;)

> Chyba nie, skoro pociąga niekiedy za sobą perfidne
> wykorzystanie owego _ustępowania_ ,

Wykorzystanie ustępstwa to inna bajka. To już zerwanie kompromisu,
który wcześniej był deklarowany i obie strony się na niego
teoretycznie zgodziły. A jeszcze jak piszesz, że perfidne...ech.

Temat ciekawy :) Mam Hanko nadzieję, że nie chodzi o Twoje problemy.

Pozdr.
MU

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


4. Data: 2007-03-04 01:22:05

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: michał <6...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora

Hanka wrote:
> Temat nasunął mi się po przeczytaniu wątku o kryzysie małżeńskim
> kuzynki Marka. ( Marek, 28 Feb 2007 21:04:44 - poszukiwanie
> książki).Podstawowym problemem w związku małżeńskim czy partnerskim,
> jest umiejętność _dogadania się_. Różne są sposoby owego dogadywania
> się, wspólnego uzgadniania celów czy pryncypiów, prędzej czy później
> jednak pojawia się konieczność tak zwanego pójścia na kompromis
> przez
> jedną ze stron.

Dlaczego tylko jedną ze stron?

I tu pytanie:
> gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
> potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...
> Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
> metoda? Chyba nie, skoro pociąga niekiedy za sobą perfidne
> wykorzystanie owego _ustępowania_ , nie mające przecież z
> kompromisem
> nic wspólnego?...

Moim zdaniem takiej granicy nie znajdziesz, jeśli nie będzisz miała
ściśle określonych swoich priorytetów życiowych. Jeżeli wiesz
dokładnie, co jest dla Ciebie najważniejsze, wtedy ta granica bedzie
tak samo wyraźna.
Przecież Ty jedynie możesz wiedzieć najlepiej, co chcesz osiągnąć.
My (grupowicze) nawet nie wiemy, czy bardziej zależy Ci na związku,
czy na tym, żeby nie dać sobie w kaszę dmuchać. :)

--
pozdrawiam
michał


› Pokaż wiadomość z nagłówkami


5. Data: 2007-03-04 01:34:26

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: michał <6...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora

Grzechu wrote:

> Hanka <c...@g...com> napisał:
>> Temat nasunął mi się po przeczytaniu wątku o kryzysie małżeńskim
>> kuzynki Marka. ( Marek, 28 Feb 2007 21:04:44 - poszukiwanie
>> książki).Podstawowym problemem w związku małżeńskim czy
>> partnerskim,
>> jest umiejętność _dogadania się_.

> A co to jest dogadanie się ? Według mnie dogadywanie się to fikcja
> dla
> ładnej nazwy pod którą kryje się ustępstwo. Jedna lub obie strony
> rezygnują ze swoich "roszczeń" a problem nadal pozostaje tylko
> uśpiony. Jedyne wyjście z problemu to merytoryczne przekonanie
> drugiej strony do swoich racji ale to nie zawsze jest możliwe.

Takie podejście prowadzi do nikąd. Nie można z góry zakładać, że ma
się jedyną słuszną rację.

>> gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
>> potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...

> Ta granica zależy od konkretnych charakterów ludzi i konkretnej
> sytuacji. Co innego pójśc na ustępstwo i robić co dwa dni pranie a
> co
> innego w ramach ustępstwa skazywać się na nieudane życie seksualne.

Nie ma sensu tworzyć związku, który ma polegać na ustępstwach i
rezygnacji. Związek zdrowy powinien coś tworzyć wspólnie wykorzystując
najlepsze, ale nadające się do zaakceptowania drugiej strony, cechy
każdej z osób ten związek tworzących. Na tym polega sztuka. A nie na
forsowaniu swoich racji, a gdy to się nie udaje, to na mówieniu, że
się pomyliliśmy z wyborem partnera czy partnerki. :)


>> Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
>> metoda?

> Dobra metoda na odwlekanie i tak nieuniknionego konfliktu.

Zostań kawalerem, singlem - nic nie będzie Ci groziło. ;))

--
pozdrawiam
michał


› Pokaż wiadomość z nagłówkami


6. Data: 2007-03-04 10:40:17

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: "Hanka" <c...@g...com> szukaj wiadomości tego autora

On 4 Mar, 01:53, "Morderca uczuć" <l...@t...pl> wrote:
> On 3 Mar, 15:50, "Hanka" <c...@g...com> wrote:
>
> > Różne są sposoby owego dogadywania
> > się, wspólnego uzgadniania celów czy pryncypiów, prędzej czy później
> > jednak pojawia się konieczność tak zwanego pójścia na kompromis przez
> > jedną ze stron.
>
> IMO, popełniasz błąd. Kompromis to sprawa dwóch stron, nie jednej.

Tak, wiem, tym niemniej często zdarza się tak, że jedna strona
ustępuje "bardziej", niekiedy nawet dając to wyraźnie do
zrozumienia :)

Temat na szczęście nie dotyczy mnie, lecz znanego mi blisko młodego
związku, który - teoretycznie - ma za sobą początkową fazę "docierania
sie", w praktyce jednak ośli upór obu stron doprowadza niekiedy do
komicznych (patrząc z zewnątrz) sytuacji. I niby oboje tacy dojrzali,
tacy wyrozumiali i kochający, a jak przychodzi do konkretnych ustaleń
- ręce opadają :)

> Mz to forma dobrowolnej umowy
> dla uzyskania wzajemnego komfortu (uniknięcia konfliktu). A do umowy
> trzeba dwojga ;)

...dwojga naprawdę dorosłych i dojrzałych do bycia razem ;)
Nie od razu przecież młody człowiek, wchodząc w tak zwaną dorosłość,
jest w stanie ogarnąć to wszystko, co jest niezbędne, aby móc związać
się z drugą osobą i aby ten związek nie był dla obojga jakimś przykrym
obowiązkiem (bo np już są dzieci, wspólny majątek itp). Jeśli się nie
wyniosło z domu rodzinnego pozytywnych obrazów (a tak jest w przypadku
owych ludzi, o których wspomniałam), to trzeba trochę pracy nad sobą,
i uwagi, żeby nie zacząć powielać znanych zachowań, przykrych dla
drugiej strony. I między innymi dotyczy to owego _dogadywania się_ w
sensie umiejętności prowadzenia spokojnych i merytorycznych rozmów na
wszystkie tematy, bez doszukiwania się _wycieczek osobistych_, bez
nacisku na drugą stronę po to, aby uzyskać satysfakcjonujące tylko
jedną ze stron uzgodnienia.

> > I tu pytanie:
> > gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
> > potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...
>
> Dlaczego uważasz, że kompromis może w ogóle dotykać potrzeb? Są
> sprawy, w których nie ma kompromisów i zaliczają się do nich
> "potrzeby".

Moje obserwacje realiów mówią co innego :). Twoja opinia jest
opisywaniem tego, jak być powinno, w realu natomiast bywa różnie. Stąd
forma zadanego pytania. Zauważ także - w zasadzie nigdy nie będziesz
wiedział do końca, czy kompromis, który zawierasz z drugą stroną, jest
50/50. Słyszysz, że tak, że wszystko jest ok, ale - może nie być, mimo
solennych zapewnień. I potem, przy kolejnych ustaleniach nagle
wyskakuje niby diabełek z pudełka tekst: - a tamtym razem ja
ustąpiłam(-em), a ty teraz nie chcesz. - No i zima :)


> > Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
> > metoda?
>
> Nadal się upieram... "ustępowanie" to nie umowa czyli nie kompromis.

Ok, zgoda, ale pytanie pozostawiam, może powrócę doń kiedy indziej :)

> Temat ciekawy :)

...no i życiowy ;))

Pozdrawiam
Hanka


› Pokaż wiadomość z nagłówkami


7. Data: 2007-03-04 11:45:04

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: Przemysław Dębski <p...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora

Użytkownik "Hanka" <c...@g...com> napisał w wiadomości
news:1172933443.879838.251230@p10g2000cwp.googlegrou
ps.com...

Otóż sztuka kompromisu polega na tworzeniu rozwiązań nie satysfakcjonujących
żadnej ze stron. Satsysfakcjonujący kompromis to taki, w którym strony mają
wewnętrzne przeświadczenie, że druga strona jest równie
nieusatysfakcjonowana jak my. Zresztą zobacz jak sama to ujęłaś: "gdzie jest
granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich potrzeb, niekiedy
wręcz - zaparciem się siebie ?...".

Na post po zbóju zaprosił
P.D.

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


8. Data: 2007-03-04 12:04:12

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: Profesor Szambo <6...@x...xx> szukaj wiadomości tego autora

Hanka wrote:
>
> Temat nasunął mi się po przeczytaniu wątku o kryzysie małżeńskim
> kuzynki Marka. ( Marek, 28 Feb 2007 21:04:44 - poszukiwanie
> książki).Podstawowym problemem w związku małżeńskim czy partnerskim,
> jest umiejętność _dogadania się_. Różne są sposoby owego dogadywania
> się, wspólnego uzgadniania celów czy pryncypiów, prędzej czy później
> jednak pojawia się konieczność tak zwanego pójścia na kompromis przez
> jedną ze stron. I tu pytanie:
> gdzie jest granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich
> potrzeb, niekiedy wręcz - zaparciem się siebie ?...
> Czy ustępowanie dla dobra związku lub dla świętego spokoju to dobra
> metoda? Chyba nie, skoro pociąga niekiedy za sobą perfidne
> wykorzystanie owego _ustępowania_ , nie mające przecież z kompromisem
> nic wspólnego?...

Jeszcze trudniej jest w zwiazku quadmalzenskim, gdzie dogadac sie musi 8
osob, czyli 56 dogadan (28 zalezy jak liczyc) lub w przypadku gdy
wszyscy sa schizofrenikami 64 dogadania, wniosek z tego taki: na huj mi
to

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


9. Data: 2007-03-04 12:29:35

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: "Morderca uczuć" <l...@t...pl> szukaj wiadomości tego autora

On 4 Mar, 11:40, "Hanka" <c...@g...com> wrote:
> > IMO, popełniasz błąd. Kompromis to sprawa dwóch stron, nie jednej.
>
> Tak, wiem, tym niemniej często zdarza się tak, że jedna strona
> ustępuje "bardziej", niekiedy nawet dając to wyraźnie do
> zrozumienia :)

Ofkos, jedna strona zawsze musi być mniej lub bardziej ustępliwa, tak
już jest w negocjacjach. Ale nie myl kompromisu ze złudną wiarą
zakochanych, że "dając ciała", poświęcając godność, życie, wartości
dla partnera, on zmieni sie "na lepsze". To nie jest kompromis.

> w praktyce jednak ośli upór obu stron doprowadza niekiedy do
> komicznych (patrząc z zewnątrz) sytuacji. I niby oboje tacy dojrzali,
> tacy wyrozumiali i kochający, a jak przychodzi do konkretnych ustaleń
> - ręce opadają :)

IMO, w nich, albo w którymś z nich, nie ma miłości, nie prawdziwej.
Jest co najwyżej warunkowa typu "zmień się" albo - "nie licz że sie
zmienię dla ciebie bo jestem ok". Dwoje egoistów. Dojrzałość chyba nie
ma nic do tego ;)

> > Mz to forma dobrowolnej umowy
> > dla uzyskania wzajemnego komfortu (uniknięcia konfliktu). A do umowy
> > trzeba dwojga ;)
>
> ...dwojga naprawdę dorosłych i dojrzałych do bycia razem ;)

Jeśli dojrzałość rozumiemy jako skłonność do rezygnacji z egoizmu i
zrozumienia drugiej strony (kompromis), to tak.

> Nie od razu przecież młody człowiek, wchodząc w tak zwaną dorosłość,
> jest w stanie ogarnąć to wszystko, co jest niezbędne, aby móc związać
> się z drugą osobą i aby ten związek nie był dla obojga jakimś przykrym
> obowiązkiem

To niekoniecznie nabywa się z wiekiem. Kwestia charakteru, wychowania
itd.

> (bo np już są dzieci, wspólny majątek itp).

Do tego nie potrzeba dojrzałości ani iluś lat na karku ;)

> Jeśli się nie
> wyniosło z domu rodzinnego pozytywnych obrazów (a tak jest w przypadku
> owych ludzi, o których wspomniałam), to trzeba trochę pracy nad sobą,
> i uwagi, żeby nie zacząć powielać znanych zachowań, przykrych dla
> drugiej strony. I między innymi dotyczy to owego _dogadywania się_ w
> sensie umiejętności prowadzenia spokojnych i merytorycznych rozmów na
> wszystkie tematy, bez doszukiwania się _wycieczek osobistych_, bez
> nacisku na drugą stronę po to, aby uzyskać satysfakcjonujące tylko
> jedną ze stron uzgodnienia.

Zgadzam się w 100 proc.

> > Dlaczego uważasz, że kompromis może w ogóle dotykać potrzeb? Są
> > sprawy, w których nie ma kompromisów i zaliczają się do nich
> > "potrzeby".
>
> Moje obserwacje realiów mówią co innego :).

Ok, w takim razie tylko upewniam się, że to nie jest kompromis. To coś
innego. Naprawdę niewielu ludzi stać na kompromis. Jesteśmy
egoistycznymi indywidualistami, jesteśmy przemądrzali i przeświadczeni
o własnej wyższości i że nam się wszystko należy. Bo to Polska
właśnie.

> Twoja opinia jest
> opisywaniem tego, jak być powinno, w realu natomiast bywa różnie. Stąd
> forma zadanego pytania. Zauważ także - w zasadzie nigdy nie będziesz
> wiedział do końca, czy kompromis, który zawierasz z drugą stroną, jest
> 50/50.

Tak. Ale czemu mam nie wierzyć komuś kto mówi, że kocha? Jeśli okaże
się że skłamał, wystawi na szwank moje zaufanie i wiarę w uczucia.
Opłaca się składać obietnice bez pokrycia (kompromis np. 90/10)?

> Słyszysz, że tak, że wszystko jest ok, ale - może nie być, mimo
> solennych zapewnień. I potem, przy kolejnych ustaleniach nagle
> wyskakuje niby diabełek z pudełka tekst: - a tamtym razem ja
> ustąpiłam(-em), a ty teraz nie chcesz. - No i zima :)

Ano zima, mróz i lód.. To ja lecę na Hawaje, po ci się męczyć z
egoistką? :)

> > Nadal się upieram... "ustępowanie" to nie umowa czyli nie kompromis.
>
> Ok, zgoda, ale pytanie pozostawiam, może powrócę doń kiedy indziej :)

Wiesz, sądzę, że są sprawy w których mądry głupiemu ustępuje. Np. nie
ma co się kłócić w sklepie czy wziąć coca-colę czy pepsi, albo czy
obejrzeć sport czy film w TV. Tu należy ustępować. W przypadku spraw
"wyższych", które stanowią fundament związku nie da się, nie wolno
ustąpić. Pozwoliłabyś mężowi sprowadzić do sypialni panienkę,
tłumacząc sobie "skoro potrzebuje seksu grupowego to zgodzę się dla
naszego dobra"? Wątpię ;)

Serdeczności,
MU

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


10. Data: 2007-03-04 13:08:10

Temat: Re: sztuka kompromisów
Od: Przemysław Dębski <p...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora

Użytkownik "Hanka" <c...@g...com> napisał w wiadomości
news:1172933443.879838.251230@p10g2000cwp.googlegrou
ps.com...

Otóż sztuka kompromisu polega na tworzeniu rozwiązań nie satysfakcjonujących
żadnej ze stron. Satsysfakcjonujący kompromis to taki, w którym strony mają
wewnętrzne przeświadczenie, że druga strona jest równie
nieusatysfakcjonowana jak my. Zresztą zobacz jak sama to ujęłaś: "gdzie jest
granica między mądrym kompromisem a rezygnacją ze swoich potrzeb, niekiedy
wręcz - zaparciem się siebie ?...".

Na post po zbóju zaprosił
P.D.

› Pokaż wiadomość z nagłówkami


 

strony : [ 1 ] . 2 . 3


« poprzedni wątek następny wątek »


Wyszukiwanie zaawansowane »

Starsze wątki

Re: IQ i Mensa
Re: Wampiryzm emocjonalny - na swojską melodię
modlitewnik
Re: Wampiryzm emocjonalny
Wampiryzm emocjonalny

zobacz wszyskie »

Najnowsze wątki

Połowa Polek piła w ciąży. Dzieci z FASD rodzi się więcej niż z zespołem Downa i autyzmem
O tym jak w WB/UK rząd nieudolnie walczy z otyłością u dzieci
Trump jak stereotypowy "twój stary". Obsługa iPhone'a go przerasta
Wspierajmy Trzaskowskiego!
I co? Jest wojna w Europie, prawda?

zobacz wszyskie »