Data: 2013-10-04 07:30:31
Temat: Re: Warcholstwo
Od: "Chiron" <i...@g...com>
Pokaż wszystkie nagłówki
Użytkownik "FEniks" <x...@p...fm> napisał w wiadomości
news:l2kjp1$e7c$1@news.icm.edu.pl...
>W dniu 2013-10-02 22:59, Chiron pisze:
>> Użytkownik "FEniks" <x...@p...fm> napisał w wiadomości
>> news:l2gsi1$jp6$1@news.icm.edu.pl...
>
>>> Tak BTW ci ktosie mają dzięki temu pracę.
>> Piękny przykład "błogosławieństwa wybitej szyby".
>> https://www.youtube.com/watch?v=vt1PhLHpfpQ
>
> Nie obejrzałam, ale domyślam się, o co chodzi.
Szkoda- celowo wybrałem bardzo krótki i treściwy.
> OK, to samochodu też lepiej można było nie wymyślać. Ty wiesz, ile przez
> nie dodatkowej roboty wokół??
To są rzeczy nieporównywalne. Nie chodzi przecież o to, że wynaleziono windę
dla niepełnosprawnych. Wynalazek może być nawet świetny. Przecież problem
tkwi zupełnie gdzie indziej. O tym poniżej.
>> Może, ale ja cały czas pisze o takiej windzie, która jest tylko dla
>> niepełnosprawnych.Takie "wyciągi" montowane zamiast jednej z poręczy.
>
> I to jest taki problem?
>
>> Gdzieś od lat 60- coraz większe przywileje. No wiesz- to ponad pół
>> wieku...
>
> Tak, te ponad pół wieku bardzo pogorszyło podejście do niepełnosprawnych.
> Wcześniej to był empatyczny raj:
>
> "Otóż, jak pisze Foucault, w XVIII wieku "zakłada się (i to w całej
> Europie) wielkie domy odosobnienia, które nie są przeznaczone po prostu
> dla szaleńców, lecz dla całego spektrum najróżniejszych - przynajmniej
> według naszych kategorii - indywiduów: zamyka się w nich biednych
> inwalidów, starców pogrążonych w nędzy, żebraków, zatwardziałych nierobów,
> chorych wenerycznie, wszelkiego rodzaju libertynów, ludzi, którym rodzina
> lub władze chcą zaoszczędzić publicznej kary, rozrzutnych ojców rodzin,
> zdegenerowanych duchownych: jednym słowem, wszystkich, którzy w stosunku
> do porządku rozumu, moralności i społeczeństwa dają dowody "rozregulowania".
> Według naszych kategorii - pisze Foucault - zamykane w odosobnieniu osoby
> są niezwykle zróżnicowane, a ich status niejednorodny. Jednak według
> standardów ówczesnego myślenia jest coś, co te osoby łączy, co powoduje,
> że los, na który wspólnie zostały skazane, wydaje się słuszny i
> sprawiedliwy. Tym czymś jest próżniactwo. "Tym, co łączy wszystkich
> mieszkańców domów odosobnienia, jest niezdolność do uczestniczenia w
> produkcji, obiegu lub gromadzeniu bogactw (niezależnie od tego, czy do
> takiej niezdolności dochodzi przez przypadek czy z ich własnej winy)".
>
> http://sonia.low.pl/sonia/konf_bk/1_zakrzewska.htm
>
> Mam wrażenie (Qra mnie znowu wyśmieje, ale cóż, uczę się i stosuję
> terminologię zrozumiałą dla rozmówcy), że nie doceniasz lub nie
> dostrzegasz pewnych ciągłości i sensu w społecznych przemianach. To znaczy
> może i jakieś dostrzegasz, ale - jak zauważyłam - tylko i wyłącznie in
> minus. To smutne. Czyżbyś tak źle się czuł na tym świecie?
>
Poglądy osiemnastowieczne były bardzo popularne na początku 20 wieku w
Wielkiej Brytanii, USA, Francji, że o Niemczech nie wspomnę. Ich apologetami
byli tacy ludzie jak G.B.Shaw przekonujący, że jak ktoś nie potrafi na
siebie zarobić- to nie powinien żyć. Obudowano to naukowo i nazwano
eugeniką. Te poglądy są brane na serio i dziś. Różnica- nie mówi sie o tym
głośno.
Zarzucasz mi, że nie dostrzegam ciągłości i sensu w społecznych przemianach.
Jednak ja dostrzegam- choć_zupełnie_inaczej. A to- jak rozumiem- grupa
dyskusyjna, więc przedstawię Ci pozwól- swój punkt widzenia. Otóż patrząc na
nasz kontynent- to to z tego, co wiem- starcy i ludzie niedołężni byli
otaczani szacunkiem- w chyba większości naszych społeczeństw. Eugenikę w
starożytności stosowali np Spartanie- czy o takich praktykach w bardziej
współczesnych czasach wiadomo w Szwecji. Wydaje mi się, że w dużym stopniu o
stosunku do ludzi niedołężnych decydowała zamożność społeczeństwa. Tam,
gdzie chodziło o przeżycie młodych- mogło to naprawdę wyglądać drastycznie
(z naszego punktu widzenia). Państwo swoją instytucjonalnością się do tego
nie wtrącało- działało to na zasadzie naturalnych relacji międzyludzkich. W
takich relacjach ludzie kalecy nie mieli żadnych przywilejów (jeszcze gdzieś
do połowy nawet 20 wieku taka sytuacja była w USA). Nie mając przywilejów-
część zapewne kończyła w przytułkach, część uczyła się żyć w społeczeństwie
zdrowych ludzi- starając się im dorównać- przez co nierzadko ich
prześcigali. No choćby
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ray_Charles
Dziś przeżył by w jakim- takim dobrobycie w przytułku, jak sądzę. I nikt by
o nim nie słyszał.
Żeby nie robić dysertacji- to tyle jeśli chodzi o stosunek_społeczeństw do
ludzi niedołężnych.
I to jest to, o czym własciwie piszemy- jak sądzę. Cały ciąg dalszy jest
tym, co IMO Ty bierzesz za ciągłość i sens społecznych przemian- ja- za coś
sztucznego, stworzonego przez systemy państwowe. Państwo ma swój sposób
myślenia, działania. Tak naprawdę to działania te są wymuszane przez grupy
nacisku- i zastępując istniejące, naturalne relacje społeczne- niszczą je.
Ja mam martwić się o kalekie dziecko? Niech państwo da mi na utrzymanie! To
myślenie IMO sporej grupy ludzi, wytresowanej tak przez państwowy aparat.
Aparat, który stępił im empatię (dygresja: po smierci mamusi zanieśliśmy
różne rzeczy medyczne do domu starców- było tego sporo, a tam się przyda.
Pani się bardzo ucieszyła- pogadaliśmy troche. Powiedziała, że jak mówi
nieraz np komuś, żeby kupił swojej mamie pampersy czy coś przeciw odleżynom-
to taki ktoś potrafi odpowiedzieć: "to wy jesteście od tego"- i...brak
reakcji). Oczywiście- w żaden sposób osoba obca nie zastąpi najbliższej
rodziny- więc nawet w bogatych krajach państwo opiekując się niedołężnymi
jest im w stanie zapewnić tylko różne gadżety- które dostają dzięki
systemowi gospodarczemu który jest obecnie powszechny: wielkie korporacje
sprzedają państwu co im się podoba- a państwo im za to płaci. Oczywiście-
nigdy to nie będzie tanio- przeciwnie. No ale fajnie produkować takie
cudeńka dla niepełnosprawnych, za które pod przymusem zapłacimy my
wszyscy.Oczywiście- stygmatyzuje to ludzi niepełnosprawnych i przekształca
ich w społeczność roszczeniową: "mnie się należy, bo jestem kaleką!". Taki
człowiek raczej nie będzie konkurować z innymi Oczywiście- chlubne
pojedyńcze wyjatki będą)- ma zasiłek, państwo mu "da" protezy czy zapewni
miejsce na parkingu dla samochodu inwalidzkiego (a propos- wiesz, że to jest
dla samochodu- a nie inwalidy? Nie ma prawa tam stanąć np ktoś bez nogi- ale
parkujący nieoznaczonym autem, bo i tak zapłaci mandat). W teatrze czy
urzędzie wciągną go na piętro, a pracodawca- no cóż, ten policzy zyski.
Czyli: jak państwo nas obrabuje znowu, i da kasę pracodawcy- to on zatrudni
niepełnosprawnego. Nie ważne, czy taki coś mu będzie robił- za te pieniądze
on zatrudni pełnosprawnego pracownika i jeszcze mu coś zostanie dla siebie.
W ramach tresury społeczeństw państwo np organizuje szkoły integracyjne,
gdzie pod pozorem integracji wciska się dzieci kalekie. Problem w tym, że im
tam wcale dobrze nie jest. OK- uogólniam. Jednak znam kilka sytuacji, gdzie
i dzieci (które mają się kalekimi opiekować) były bardzo niezadowolone- bo
przymus- albo po prostu charakterologicznie nie pasowały doo siebie. A- co
chyba ważniejsze- dzieci kalekie bardzo były tym zestresowane- i trafiając
później do szkół specjalnych- okazywały wielką radość.
W takich warunkach następuje szybka atrofia naturalnych więzi
międzyludzkich- co obserwujemy dziś na każdym kroku. Przecież to widać- a
prduktem tego jest nie tylko prawdziwa, nie ta deklarowana relacja
pojedyńczych ludzi zdrowych z kalekimi- ale w ogóle: nieumiejętność
tworzenia normalnych, zdrowych relacji z innymi.
--
--
,,Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi
teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość."
G. Orwell
Chiron
|