From: "dipsom_ania" <d...@g...pl>
Newsgroups: pl.sci.psychologia
References: <4...@n...onet.pl>
Subject: Re: jak odstraszyć nachalnego wielbiciela?
Date: Fri, 28 Feb 2003 12:04:07 +0100
Lines: 37
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 5.00.2919.6700
X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V5.00.2919.6700
NNTP-Posting-Host: 62.87.150.58
X-Original-NNTP-Posting-Host: 62.87.150.58
Message-ID: <3...@n...vogel.pl>
X-Trace: news.vogel.pl 1046430251 62.87.150.58 (28 Feb 2003 12:04:11 +0100)
X-Complaints-To: U...@n...vogel.pl
Path: news-archive.icm.edu.pl!mat.uni.torun.pl!news.man.torun.pl!news.icm.edu.pl!news
.onet.pl!news.vogel.pl!not-for-mail
Xref: news-archive.icm.edu.pl pl.sci.psychologia:182309
Ukryj nagłówki
Użytkownik <c...@o...pl>
[...]
Bywa tak, że człowiek ma ochotę się wygadać. Najpierw się wygadam, a potem
"rada".
Poznałam w pubie faceta, wydawał się niegroźny dla otoczenia. Spokojny, z
okularkami na nosie, przeciętnie ubrany, porozmawialiśmy kulturalnie.
Złamałam zasadę (nie łamcie zasad; ja złamałam raz i miałam przerąbane) i po
niedługiej znajomości dałam mu numer telefonu.
Początkowo było niegroźnie. Ot dzwonił w dzień i pytał, czy się spotkam.
Jakoś miałam średnią ochotę, mówiłam, że kiedy indziej, dzwonił za 2 dni i
znów pytał, potem za dzień... myslę sobie, że się nie odczepi, a ja planów
na piątek (bodajże) nie mam i w końcu... Poszliśmy do pubu, po tym spotkaniu
jego telefony stały się częstsze. Doszło do tego, że dzwonił _w nocy_.
Ponieważ jeśli ja nie odbiorę telefon zaczyna dzwonić w innym pokoju -
trzeba było to zmienić. I tak jak przy początkowych telefonach, które były
lekko natarczywe mówiłam mu, że dzwoni ciut za często, tak pod koniec
przewinęła się kwestia policji - jeśli mi nie da spokoju.
A wyglądał tak niegroźnie. Nie dajcie się zwieść...
Rady, jakie ja sama dostawałam od znajomych to "Olej, w końcu mu przejdzie",
ale wyobrażacie sobie że odłączyć telefon na pół dnia to też....... miałam
paranoję lekką, że znów zadzwoni, telefon na noc odłączałam.
A rada? Rzeczywiście, w moim przypadku poskutkowało niereagowanie absolutne
i czas. W końcu, nie pamiętam po jakim czasie, po dłuższym niż ustawa...,
odczepił się. A w tym przypadku sprawa jest o tyle groźniejsza, że ten koleś
podjeżdża a ona jest "zaszczuta",co może się odbić na jej zdrowiu pychicznym
i fizycznym, jeśli on się nie odczepi. Ja znam to uczucie... jak
nasłuchujesz wszystkiego :( I wiem, jak się może odbić niby-nic.
Nie macie jakiegoś znajomego stróża prawa? Mówię poważnie. Znajomy znajomego
cioci? Możnaby jakoś pokombinować :/
--
.............||dipsom_ania|||
|