Data: 2006-12-26 09:21:33
Temat: Re: ^ Ateiści boją się śmierci ^
Od: "Hanka" <c...@g...com>
Pokaż wszystkie nagłówki
... zzz napisał :
(...)
> W tym amoku nikt nie dostrzega, że NAJWAŻNIEJSZY NA ZIEMI
> jest DRUGI CZŁOWIEK, ten tutaj obok, realny - bowiem ktoś nas
> nauczył, żeby po wszystko i ze wszystkim biegać do nieba w modlitwie,
> bo tam dopiero można znaleźć i pocieszenie i nagrodę a także porady.
A nie do końca, droga Zenobio, nie do końca.
Nawet jeśli mnie w dzieciństwie uczono, że Bóg Ojciec,Trójca
i wszystkie te towarzyszące miłosierdzia... Ja potem, wierna,
bierna, grzeczne dziecko i jakże posłuszne, przekonałam się
wszelako w którymś momencie, że jednak owo TU i TERAZ
ma znaczenie podstawowe.
> Nie tutaj, na ziemi (gdzie przecież wszystko się realnie odbywa), ale gdzieś
> tam, w niebiesiech, bezmaterialnie i bezosobowo... !! Zgroza!!!!
Realizowanie siebie i życia swojego, a także swoich bliskich,
bez znaczącego (powiem raczej: na pokaz) udziału Boga,
w zerotolerancyjnym "chrześcijańskim" społeczeństwie jest
prawie samobójem. Nielicznych prawdziwie wierzących i tak
samo prawdziwie kochających Boga informuję, że wiem o
Ich istnieniu i nie o Nich mówiłam.
Nie będę wchodzić w szczegóły, są trudne, nudne, a dla
mnie bardzo bolesne, gdyż - mówiąc wprost - zawiodłam
się na ludziach, którzy, na codzień z Bogiem i miłością
na ustach, równolegle potrafią robić takie rzeczy, że
nijak się do tego mają etyki ludzkie, boskie przykazania
i wszystkie temu podobne reguły gry.
No ale - jak mówisz - od tego jest konfesjonał, datki na
mszę, duszyczka wyprana i wymoczona w wybielaczu,
jakie to banalne pójście na łatwiznę.
> Ciekawe ile jeszcze wody upłynie zanim ludzie zorientują się, że jest to
> podstawowe źródło nieodpowiedzialności za swoje czyny, lekceważenia
> realiów, skutków swego działania TU, NA ZIEMI. Lekceważenia innych ludzi,
> stałe przesłaniane makatką życia pozagrobowego, nagród i kar pozagrobowych.
Ja nie będę tak zdecydowanie obstawać za nieistnieniem
życia po śmierci, nieba, piekła czy czegoś tam jeszcze
bo po prostu uważam, że nie wiem, a o tym, o czym nie
wiem, nie powinnam dystkutować.
Jednakże faktem jest, że znakomita większość ludzi za nic
ma podstawowe normy etyczne...
Ja tu ^ jednak muszę przerwać swój wywód.
Odnoszę wrażenie, że niebezpiecznie zbliżam się do etapu
tzw bicia piany :) z tej prostej przyczyny, że hasło "normy"
odrzuca mnie od razu, no i włącza świadomość, że jeśli
normy, to wymyślone przez ludzi, takich samych jak my?...
Zwróć uwagę, że nawet prościutki przepis, który brzmi:
*żyj i daj żyć innym* przez każdego z nas jest pojmowany
i realizowany w odmienny sposób.
I każdy realizator będzie przecież obstawał przy swoim,
nawet złodziej, który ma swój rewir i *daje żyć innym* tym,
że nie kradnie w rewirze kolegi :)), choć dzisiaj to i z tym
pewnie różnie bywa :)
(...)
> I często wykształca w sobie cwaniaka, który w pierwszym rzędzie przechytrzy
> "pana Boga", (bo przecież żaden pan Bóg nie będzie nad nim stał z pasem),
> a potem już pójdzie z górki - przechytrzy kolegę, znajomego, podwładnych,
> albo i cały naród - jeśli tylko dorwie się do władzy...
No właśnie.
A w ogóle to jak chcesz to zmienić?
I czy chcesz coś zmieniać?
Ach, czy to ważne zresztą?
Przepraszam, odczułam zdecydowaną niechęć
do kontynuowania tematu.
Hanka
?
PS: Z tym ustawieniem to nie wiem, nikt jakoś mi
nie meldował, że ma problemy ...
|