Data: 2003-12-05 20:38:28
Temat: Re: Awaryjne lądowanie
Od: "Zbigniew Andrzej Gintowt" <z...@c...net.pl>
Pokaż wszystkie nagłówki
Użytkownik "and" <a...@a...pl> napisał w wiadomości
news:bqqit8$i7l$1@nemesis.news.tpi.pl...
..................
> Nie masz racji w tej sprawie. Sposob awaryjnego lądowania
helikoptera opisał
> dzisiaj rano w programie "kawa czy herbata" taki gruby major rezerwy
> lotnictwa o nazwisku bodajze Fiszer. Sprawa polega, o ile dobrze
> zrozumiałem, na manipulowaniu pracą wirnika i spowodowaniu, że staje
się ona
> czynnikiem hamujacym opadanie.
--------------------------
E tam, potraktowałeś moje określenie bardzo dosłownie. Trochę znam
fizykę a i małe dzieci też wiedzą, że kiedy wypuszczają
zabawkę-śmigiełko przy pomocy ślimakowatego drucika, to opada ono
wolniej kręcąc się, a ruch obrotowy spowalnia spadanie. W helikopterze
możliwe jest to, jeśli łopaty wirnika obracają się swobodnie i nie są
sprzęgniete z unieruchomionym silnikiem, bo wówczas pozostają
zablokowane. W przypadku helikopterów nie ma to i tak decydującego
znaczenia i w przeważającej części przypadków upadek kończy się
śmiercią pasażerów. Upadek na zadrzewionym terenie i pewnie niezbyt
duża wysokość złagodziły upadek, ale nie to było najważniejsze w mojej
wiadomości. Ważny jest język jakim posługują się dziennikarze, bo jest
to środek komunikacji między ludźmi. Przykład? "Premier Miller doznał
złamania nogi, po czym (dzielnie) o własnych siłach wydostał się z
helikoptera". Żeby takie wewnętrznie niespójne bajdy opowiadać
(niezależnie od faktów) trzeba być upośledzonym umysłowo.
zdrówko
--
Zbig A G
|