Data: 2000-02-09 17:07:16
Temat: Re: Ranking...
Od: "Krzysztof Ciesielski" <k...@f...onet.pl>
Pokaż wszystkie nagłówki
Tomasz Radko napisał(a) w wiadomości: <3...@p...onet.pl>...
>> Ależ kto mówi o ustaniu konkurencji? Niech bon oświatowy "idzie" za
uczniem.
>> Mi chodzi jedynie o to, by szkoła miała gwarancję, że pieniądze
przeznaczone
>> dla niej trafią do niej, a nie do monopolowego.
>
>I własnie ta gwarancja powoduje, że nacisk na konkurencje będzie duzo
>mniejszy. Bo szkoły będą miały pewność, że _gdzieś_ te pieniądze trafią.
>Gdyby istniało zagrożenie, że za rogiem otworze szkołe zwracająca
>rodzicom np. 20% wartości bonu - o, to wtedy trzeba by sie sprężać. A
>tak: takie same błotko i lenistwo.
Dalej się nie rozumiemy. Ustalmy: (1) uczeń ma chodzić do szkoły; (2)
rodziców nie stać na czesne; (3) państwo chce im dołożyć do czesnego. Pan
proponuje, by dać rodzicom gotówkę. Ja uważam, że to zły pomysł, bo wówczas
dzieciak i tak pójdzie do szkoły (bo musi), szkoła będzie musiała go uczyć i
zapewnić mu "full serwis", a może za to g*** dostać, bo np. tatuś uzna, że
gotówkę lepiej "upłynnić". Ja uważam, że lepszy jest np. bon oświatowy,
który nie może być zamieniony na wino marki "Wino", tylko zapewnia, że
szkoła dostanie to, co się jej należy za uczenie dzieciaka. A jeśli rodzice
uznają, że jest gdzieś jakaś lepsza (lub choćby tylko tańsza) szkoła, to
mogą posłać do niej dziecko, a bon "pójdzie" za nim. W żadnym wypadku nie
jest to gwarancja dla szkoły, że dostanie pieniądze - jest to gwarancja, że
dostanie pieniądze za wykonaną usługę, a to chyba nie jest złe.
>
>Acha, nawet przyz ałożeniu istnienia przymusu szkolnego - nadal
>rozwiązanie jest lepsze od sztwynej ceny minimalnej za usługi szkolne.
>Ewentualnie mozna wprowadzić bon, a kwestię wykrozystywania przez szkołe
>tylko jego części rozwiązac np. poprzez przeznaczenie reszty z bonu na
>fundusz, którym będzie mogło dysponować dziecko, gdy będzie juz
>pełnoletnie. Jest to rozwiązanie gorsze od wypłacania rodzicom żywej
>gotówki, o niebo gorsze od czystego wolnego rynku, ale z cała pewnościa
>lepsze od tego, co nam wysmażą biurokraci z MinEdu.
Równie dobrze można ustalić wartość bonu jako mniej niż 100% obecnych
kosztów nauki dziecka, pozostawiając konieczność znalezienia pozostałej
części dyrektorom. Możliwości zdobycia dodatkowych pieniędzy na szkołę już
teraz są ogromne, więc nie byłoby z tym większych problemów (oczywiście,
jeśli dyrektorem byłaby odpowiednia osoba - a o to chyba chodzi).
Pozdrawiam
K. Ciesielski
|