Data: 2000-02-09 20:03:03
Temat: Re: Ranking...
Od: "Paul" <p...@p...uni.torun.pl>
Pokaż wszystkie nagłówki
Marek Pawłowski <M...@f...edu.pl> napisał(a) w artykule
<3...@f...edu.pl>...
(...)
>
> Bon to fajna rzecz. Tylko pytanie na ile. Czy na tyle samo w Warszawie i
> Pcimiszewie?
Tak jak z oceną stopnia przepełnienia w autobusie - zdania będą
przynajmniej dwa (tych wewnątrz i tych na zewnątrz).
I problem dotyczy nie tylko bonu, ale też sugerowanej przez Pana Tomasza
gotówki.
Można np. spróbować określić jakiś "współczynnik" różnicujący wartość
bon(usa) - ale oczyma wyobraźni już widzę dyskusję na temat: ile komu i
dlaczego?
Można by spróbować wyliczyć średni koszt nauki ucznia w poszczególnych
miejscowościach, ale jak się to ma do swobody wyboru szkoły?
Dlatego najlogiczniejszy wydaje się (socjalistyczny?) podział "po równo" a
ci z droższych dzielnic kraju niech się przeprowadzą gdzie indziej, jak ich
nie stać (prawda, Panie Tomaszu?).
To uzupełnienie do tego co napisałeś (poniżej):
> (...) Można
> oczywiście powiedzieć, że wszystkim uczniom po równo, bo ci w bogatszych
> okolicach i tak majš lepiej, to sobie poradzš. Tylko jak wtedy
wyegzekwować
> obowišzek szkolny? A może machnšć na to rękš, w końcu i tak większość
populacji
> nie potrafi funkcjonalnie czytać i liczyć (o pisaniu nie wspomnę) to nic
się nie
> zmieni. Wtedy powstanš jednak koszty uboczne: zasiłki dla proporcjonalnie
> podobnej większości zwolnionych nauczycieli i dodatkowe etaty policyjne,
bo w
> końcu szkoła nie tyle uczy co przez 6-7 godzin dzienne pacyfikuje
młodocianych
> przestępców.
A co do ewent. skutków - oj, tak to właśnie mi się też widzi.
> Jakie to wszystko pogmatwane! To może lepiej niech zostanie jak
> jest? Ale nie nalegam.
A może tak jak jest + bon "motywacyjny", przekazywany tej czy innej szkole
wedle upodobania rodzica? Nie byłoby to jakieś rozwiązanie dla sugerowanych
przez Ciebie problemów z oceną efektywności szkoły?
Pozdrowienia
Paweł
|