Data: 2004-05-07 19:24:15
Temat: Re: rofl
Od: "Krystyna*Opty*" <K...@p...onet.pl>
Pokaż wszystkie nagłówki
Użytkownik "Marcin 'Cooler' Kuliński" <m...@p...gazeta.blah>
napisał w wiadomości news:c7g3jt$e33$1@inews.gazeta.pl...
> Michal w wiadomości
news:slrn.pl.c9n0c3.1p1.michal_@unique_mike.computer
> pisze:
> Az z ciekawosci zerknalem sobie. Gdzies sie Krysi slowko "minimum"
zgubilo.
> W "Biochemii Harpera" podaje sie liczby dotyczace minimalnej,
biochemicznie
> uzasadnionej ilosci weglowodanow. Taka drobna roznica.
Skąd Ty wziąłeś to słówko "minimum"? W mojej biochemii ('95)
jest tak jak napisałam. Zresztą gdzie tu sens? Określenie "minimum"
mogłoby się odnosić tylko do jednej liczby, a nie do ilości zawarych
między 50 g a 100 g. Można więc powiedzieć: minumum 50 g na dobę,
albo minimum 100g na dobę, ale nie "minimum 50-100 g na dobę", panie
Czepialski... ;)
No i gdzie tu
> ideologia, skoro autor rozdzialu wyraznie wskazuje przyczyny, dla
ktorych powinno sie tych weglowodanow zjadac więcej, niz podane minimum?
Nie widzisz?
- uniknąć ketozy
Nikt nie udowodnił, że zjadanie w granicach 50-100g węglowodanów
wywołuje ketozę. Poza tym na stronie 268 ta sama BH: "Postacie ketozy
pozbawione _znaczenia_chorobowego_ stwierdza się u osób żywionych dietą
o dużej zawartości tłuszczu oraz po wykonaniu ciężkiego wysiłku u
niektórych osób będących na czczo."
Więc straszenie czymś co jest zjawiskiem naturalnym jest bezpodstawne.
- zaniku masy mięśniowej
Tu wyraźnie większe ilości zalecanych węglowodanów są traktowane
asekuracyjnie, przecież mięśnie do swej regeneracji potrzebują raczej
białka. Jeśli się mylę, to Ty powinieneś wyglądać jak kulturysta,
przystojniaku... :)
(Nie zrozum mnie źle - mięśniaków nie uważam za przystojniaków).
- aby zmniejszyć ilość tłuszczów jako źródła energii
No właśnie. A _DLACZEGO_ to BH zaleca zmniejszenie ilości energii
z tłuszczów? Co jest przeszkodą, żebym miała nie korzystać z tłuszczów
jako źródła energii? Czyżby (w domyśle) rzekome zagrożenie miażdżycą?
A gdzie udowodniono bezpośredni związek powstawania miażdżycy ze
zjadanego cholesterolu?
- no i zaleca się dużą ilość włókien z powodu ochronnego (podobno)
działania przeciw rakowi jelita grubego.
Jak na razie, to też konkretnych dowodów na to nie ma.
Badania czy błonnik pokarmowy ma jakikolwiek związek z nowotworem
okrężnicy, przeprowadzone na 88 757 pielęgniarkach w ciągu szesnastu lat
wykazały 787 przypadków nowotworu okolic odbytowo-okrężnicznych, a z
analizy danych wynikało, że nie ma żadnych dowodów, że większy udział
błonnika w diecie zmniejsza zapadalność na nowotwór okrężnicy.
POD WZGLĘDEM RYZYKA ZACHOROWANIA NA NOWOTWÓR MIĘDZY GRUPĄ
"WYSOKOTŁUSZCZOWĄ" A GRUPĄ "NISKOTŁUSZCZOWĄ" NIE BYŁO ŻADNEJ RÓŻNICY.
A więc znowu wciskanie czytelnikom biochemii rzekomej antyrakowej zalety
błonnika.
Czyli w sumie - zalecanie większych ilości węglowodanów nie ma naukowego
uzasadnienia.
> Przy okazji znalazlem cos, co moze sluzyc za odpowiedz na zadane przez
> Ciebie w innym miejscu tego watku pytanie: co moze byc zenujacego w
krytyce, jaka uprawiaja niektorzy optymalni pod wplywem Kwasniewskiego?
Oto Krysia o blonniku:
> "WŁÓKNO - uciążliwy, ale konieczny składnik pasz dla przeżuwaczy
> http://www.dor-rol.com.pl/dir-arch/0400-6-9.htm "
> Nie pierwszy, i pewnie nie ostatni raz.
No i co? Może czujesz się obrażony? Szkoda, że nie zrozumiałeś mojej
intencji, chciałam tym linkiem jedynie udowododnić, że błonnik jest jak
najbardziej wskazany, wręcz niezbędny - ALE DLA PRZEŻUWACZY.
A my, ludzie - nie jesteśmy przeżuwaczami... :)
> > Przede wszystkim przedstawia spójną biochemiczną wizję sposobu
> > odżywiania, opartego na tłuszczu jako źródle energii.
>
> Spojna to ona jest, jesli przyjmiesz zalozenia jej autora. Czesc z
nich daje
> sie (nie)stety sfalsyfikowac, a czesc jest w ogole nieweryfikowalna.
Masz rację, dla teoretyków rzeczywiście jest nieweryfikowalna.
--
Krystyna*Opty* [na DO od 06.98 r.]
Królową prawdy jest praktyka.
|