| « poprzedni wątek | następny wątek » |
1. Data: 2003-10-21 18:32:02
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka> Użytkownik <e...@o...pl> napisał w wiadomości
> news:4850.00000a11.3f955736@newsgate.onet.pl...
>
> O matko! :) Dlaczego aż trzy razy? ;)
>
>
> > Ewo, Ty ciagle zajmujesz sie jakas pania Krysia, ktora przychodzila do
> szkoly, by odpoczac. Wy jako rodzice nie chcieliscie takiej nauczycieli dla
> swoich dzieci, poniewaz rozsadnie patrzycie w przyszlosc, otrzymaliscie
> pomoc, zreszta tak nalezalo zrobic, ale to nie musi miec wplywu na ocene
> wszystkich n-li po kolei i patrzenie przez pryzmat incydentu i satysfakcji.
> A nudy nie musisz mi tlumaczyc, ciesz sie, ze latwo poszlo, zapewne nie byly
> to uznane autorytety.
>
> Łatwo? ;) Trzy razy przedszkole, szkoła podstawowa
> i średnia! Żartujesz..
> Było i tak, że gęsia skórka i palpitacje, gdy na wywiadówkę
> trzeba było iść :). No i między wywiadówkami też.
> Podkreślam tylko, że "panie i panny Krysie" mają OGROMNY wpływ i rolę do
> spełnienia!
> To bardzo ważny i trudny zawód i powinien być odpowiednio doceniany, jeśli
> nauczyciele pomimo tak trudnych warunkow stają na wysokości zadania.
> Napisałaś w poprzedzającym poście:
>
> "Mam wrazenie, ze u nas w duzej
> mierze wprowadzanie tej autonomii zostaje zaburzone a to przez narzekanie
> uczelni, i przesuwanie odpowiedzialnosci w strone nizszych etapow
> ksztalcenia, dla ktorych lepszy jest material gotowy, a to przez
> roszczeniowych rodzicow, ktorzy, nie oszukujmy sie, zawsze maja na wzgledzie
> przede wszystkim oceny dziecka."
>
> Odpowiedziałam wobec tego jako rodzic, mam nadzieję nie odosobniony, że
> rodzicom nie zależy przede wszystkim na ocenach dziecka. Cóż z ocen, jeśli
> dziecko odpadnie na egzaminach wstępnych?
>
>
> > Mnie interesuje to, ze brak jest wspolpracy (procz oczywiscie spychania
> przyczyn niepowodzen i braku przygotowania) miedzy uczelniami wyzszymi a
> szkolnictwem nizszego szczebla. Co wiecej wszyscy wiemy, korepetycje wlasnie
> dlatego staly sie normalnoscia.
>
> No właśnie, zwłaszcza te u pracowników wyższych uczelni..
> ale też konieczność korepetycji w szkole średniej, by osiągnąć wymagany na
> uczelniach zakres wiedzy.
> To jest paranoja jakaś.
> Odsiew powinien odbywać się na uczelniach i odbywa się,
> zaczyna mnóstwo osób a kończy niewiele.
> Mówię o studiach na lepszych i renomowanych uczelniach.
> Nowa matura była kiepsko przygotowana logistycznie.
> Myślę o pierwszym roku przed jej wprowadzeniem.
> Uczelnie chciały się wywinąć od nadmiaru kandydatów,
> co też nie dziwi przy ciągłych brakach budżetowych.
> No ale opłaty egazaminacyjne też reperują budżet uczelni zapewne :).
>
>
> > Dobre pojecie daje spojrzenie na strony internetowe i zagadnienia , jezeli
> takowe sie tam znajduja dla kandydatow i sprostanie im. Frustracja rodzicow
> nie bedzie miala konca i dobrze Wam tak, skoro boicie sie autorytetow i
> sadzicie, ze wydusicie to, do czego macie prawo z powolania i poswiecenia
> nauczycieli. Bez dostepu do dobrych materialow, zrodel, pomocy, w warukach
> pylu kredowego. A co nie da sie? Kiedys pisalam o szklanych scianach i
> przeczytalam miedzy innymi, ze cos w tym stylu, ze powinnam sobie kupic
> kolejny kostium za kilka stowek. A kilka dni temu uslyszalam w radiu, ze
> dyrektorzy szkol wstawiaja szklane drzwi w salach ;-) Co za zbieg
> okolicznosci ;-)
>
> Ale po co? Będą podglądać nauczycieli? ;)
> Hameryka pełną gębą! :))
> Był kiedyś w moim zakładzie pracy też taki dyrektor..
> Miął fioła na punkcie szklanych dzwi i kamer tv ;0.
> Szybko przeszedł do historii pomimo to ;).
>
> A że teraz władze chcą wpędzić w nędzę tych co jeszcze pracują, o tym już
> pisałam :). Wyrywanie tych resztek "budżetu" skrupi się na tych, których
> łatwo oskubać do reszty. Przecież nie na tych, którzy mają! :))
>
> > Madry rodzic chce, Ewo, ogarnac calosc i krytycznie przyglada sie slowu
> drukowanemu.
> > Co do dysgrafikow, to osobny problem, ale raczej poradni
> pedagogiczno-psychologicznych, ktore przyznaja prawa do obnizenia wymagan.
>
> Oczywiście. Wiele pretensji, gdy poradnie nie chcą ułatwiać życia. Pisałam o
> tym :).
>
> E.
Monitoring to ja tez proponuje, ale na ulicach w miastach, gdzie wzrasta
przestepczosc. Ale przemysl te szklane drzwi jeszcze raz, chcielismy Ameryki, to ja
mamy. Ale wg mnie to raczej Francja elegancja :-)
Moim zdaniem poniekad dobrze zalatwil sprawe Fr. Ziejka, domagajac sie przywiazania
wykladowcow do uczelni. To samo skrzeczy w szkolach, gdy nauczyciel pracuje w
czterech szkolach.
Zaraz wyskoczy jakis n-l i mi przylozy ;-)
Moj kompek odjechal w sina dal ze wszystkim, co w nim mialam. Pare dni musze sie
przemeczyc ze starym rzepem z piwnicy ;-) Stad te anomalie :-)
enni
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
Zobacz także
1. Data: 2003-10-21 18:52:54
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka
"Nina M. Miller" <n...@p...ninka.net.usun> wrote in message
news:20031021010133.71656ec3.ninka@pierdol.ninka.net
.usun...
>
> wlasnie, a co sadzisz o tym artykule Hartmana?
> http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1733408.html
>
> tu z kolei brak konkretnej definicji problemu, okreslenia jego sedna,
> jeno jakis tam opis objawow i proponowanie lekarstwa.
Dosadnie omowil to jeden z czytelnikow:
"artykul, zwlaszcza zakonczenie jest popisowym przykladem
demagogii. Demagogii niezbyt
wyrafinowanej, za to agresywnej i histerycznej. Pisze to jako
logik z zawodu, wyksztalcenia i wyboru, absolwent studiów
filozoficznych.
Dziennikarzy warto nauczyc, by nie ufali filozofom. Byc moze
gdyby filozofii uczono w szkolach, ten odruch wyrobilby sie
automatycznie i bylby to niewatpliwy pozytek ze wprowadzenia
tego przedmiotu do kanonu. Filozof bowiem, niezaleznie o czym
pisze - nauka, Bóg, spoleczenstwo, stan edukacji, erotyka,
cokolwiek - bedzie chcial przede wszystkim w mniej lub bardziej
otwarty sposób zaatakowac i ugodzic znienawidzona opcje,
kierunek, swiatopoglad. Tutaj dzielny wojak Jan Hartman wina za
fatalne przygotowanie uczniów do studiów, do doroslego zycia, za
ich arogancka ignorancje obarcza w koncu... scjentystów i
pozytywistów z poczatku ubieglego wieku. Okazuje sie, ze
absolwenci szkól srednich tak czesto sa zadufanymi balwanami, bo
za duzo ich uczono matematyki i fizyki. Nie chce sie wierzyc, ze
ktos mógl napisac cos tak glupiego, a jednak, jak widac,
zarliwosc wiary (lub jakies freudowskie kompleksy zwiazane z
matka - nauczycielka matematyki, jak slyszymy) odbiera niektórym
zdolnosc trzezwego i logicznego myslenia.
Ja powiem tyle: w moim liceum, jakze renomowanym krakowskim
liceum, mielismy bardzo renomowana klase humanistyczna, której
matematyka i fizyka nie przemeczano. Jej uczniów poznawalo sie
po tym, ze ani jeden z nich nie wiedzial, kim jest (wówczas zyw
jeszcze) Brodski, ani co znaczy slowo "podolek". Dlaczego wiec
Jan Hartman nie postuluje ograniczenia lekcji jezyka polskiego,
którego lekcje odbywaja sie tez przeciez "kilkaset razy
czesciej" niz lekcje filozofii? Tym bardziej, ze jak widac jego
nauka i tak zadnych efektów nie przynosi, a wiekszosc uczniów
piszac prace opiera sie na brykach, nie na lekturze zalecanych
podreczników. Czy to wlasnie nie jest poczatek tej oplakiwanej
przez Hartmana intelektualnej demoralizacji?
Ciekawe, co powiedzialby Platon, gdyby dowiedzial sie, ze
wymachujac jego dzielami i opiewajac jego imie ktos domaga sie
okrojenia programu lekcji matematyki. Ciekawe, co powiedzieliby
na to wszystko filozofowie ze szkolo lwowsko-warszawskiej,
najlepsi i najstaranniejsi nauczyciele filozofii i kultury
myslenia w historii polskich gimnazjów, zapewne równiez wrzuceni
do worka z napisem "pozytywizm, scjentyzm" przez wojowniczego
jak Hamas publicyste... Czy w taki sposób nalezy walczyc o
przywrócenie filozofii do szkól? Co tak prostacka i nieudaczna
próba podciagniecia wlasnych porachunków filozoficznych pod
diagnoze stanu polskiej edukacji ma wspólnego z intelektualna
rzetelnoscia?"
Oszczedzil mi rozpisywania sie - napisalabym podobnie.
mieli problemy z....
> rozumieniem czytanego tesktu. chryste panie.
Nie takie znowu "Chryste panie". Czytanie ze zrozumieniem jest sztuka i
zasadniczo ma tego uczyc szkola podstawowa. Za moich czasow n i e uczyla.
Oczywiscie, ja przyczyn upatruje w praktykach tzw. ideologicznych minionego
okresu: wtedy zrozumienie nie bylo wazne, wazne bylo wykonywanie polecen i
powtarzanie. Zrozumienie moglo byc nawet niebezpieczne. Nikt wiec o
rozumienie nie zabiegal.
Czy tak jest do dzis? Pewnie musi , niestety, wymrzec pokolenie belfrow,
ktorzy potrafia tylko tak uczyc. Ale wymiana pokoleniowa dokonuje sie caly
czas. Co roku do zawodu wchodza mlodzi ludzie, trzeba zadbac o to, aby byli
to najlepsi z absolwentow a nie najgorsi. Jak? Przede wszystkim poprzez
podniesienie zarobkow. Obawiam sie,ze bez tego, polska szkola nigdy nie
wydobedzie sie z zapasci, choc bynajmniej, nie uwazam zarobkow jako jedyne
poletko do poprawy.
Kaska
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-21 19:16:18
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka
"EvaTM" <e...@i...pl> wrote in message
news:bn3rr8$a0e$1@nemesis.news.tpi.pl...
> ale też konieczność korepetycji w szkole średniej, by osiągnąć wymagany na
> uczelniach zakres wiedzy.
Tu sie zatrzymam, bo sprawa to, ktora, moim zdaniem jest wlasnie
najwazniejsza.
Ino, ze pewnie zaskocze was....
Otoz uwazam,ze program szkol, zarowno podstawowych jak i srednich jest zbyt
ambitny. Zrealizowac go moga tylko niektore , wyjatkowo zdolne ( z
urodzenia) dzieci. Sytuacja ta powoduje tzw. nerwice szkolne. Material jest
zbyt rozlegly, zbyt szczegolowy. Przecietne dziecko nie jest po prostu w
stanie sprostac mu. To doprowadza do frustracji i nerwic szkolnych. A
szkola? Szkola b a w i sie w te cuiuciubakbe, udajac,ze nic sie zlego nie
dzieje - leci po lebkach, idzie na latwizne, bo nie ma innego wyjscia. W
zwiazku z czym przecietny absolwent po szkole raptem liznal co nieco
wszystkiego, niczego nie poznawszy w miare rzetelnie ( nie ma na to czasu,
nie miwaic juz o mozliwosciach emocjonalno-intelektualnych wczesnych
nastolatkow), a co gorsza- nie nauczywszy sie j a k sie uczyc ( poza
wbijaniem w - jakze przecie zawodna - pamiec).
Np. moze mi ktos wytlumaczyc po jaka cholere w szostej klasie szkoly
podstawowej wyklada sie teorie literatury? Ja wybrnelam z tego w ten
sposob, ze na tekstach zasadniczo z tej teorii, cwiczylam ortografie,
stylistyke i wlasnie czytanie ze zrozumieniem. W zeszycikach wygladalo cacy,
ale, moim zdaniem, pilniejsze bylo aby moje dzieci pisaly sprawnie niz
rozpoznawaly gatunki przedmiotu lirycznego. Idiotyczne lektury zabieraly
czas na doskonalenie warsztatu pisania i czytania ze zrozumieniem,
ksztalcenie umiejetnosci wypowiadania sie. Byly to szczegolne czasy, a ja
uczylam dzici robotniczje Woli: "Aby zaden dupek z magisterium potem nie
mogl sie z was wysmiewac jak z Walesy, abyscie w przyszlosci nie
potrzebowali posrednika, ktory za was be dzie wyslawial czego zadacie,
czego chcecie!."
No, fakt, nie pouczylam dlugo, ale inaczej - nie chcialam.
Nie chce ciagnac tego tematu, zbyt sie przy tym denerwuje, sorry,
Kaska
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-21 19:17:16
Temat: Re: Jeszcze...
"Duch" <a...@p...com> wrote in message
news:bn3d8b$2kc$1@nemesis.news.tpi.pl...
Grabula, Duchu!;)
Kaska
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-21 19:46:09
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do PyzolkaUżytkownik "Pyzol" <n...@s...ca> napisał w wiadomości
news:bn40gl$t8ele$1@ID-192479.news.uni-berlin.de...
> Czy tak jest do dzis? Pewnie musi , niestety, wymrzec pokolenie belfrow,
> ktorzy potrafia tylko tak uczyc. Ale wymiana pokoleniowa dokonuje sie caly
> czas. Co roku do zawodu wchodza mlodzi ludzie, trzeba zadbac o to, aby
byli
> to najlepsi z absolwentow a nie najgorsi. Jak? Przede wszystkim poprzez
> podniesienie zarobkow. Obawiam sie,ze bez tego, polska szkola nigdy nie
> wydobedzie sie z zapasci, choc bynajmniej, nie uwazam zarobkow jako jedyne
> poletko do poprawy.
Kaśka, bój się Boga! :))
A gdzieś Ty się wyuczyła jak nie tu??
Oraz wielu, wielu innych mądrych ludzi..
którzy siedzą teraz cicho, bo nas "spsienie", żeby nie powiedzieć
"skundlenie" dopadło.
E.
E.
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-22 06:34:47
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do PyzolkaOn Tue, 21 Oct 2003 14:16:18 -0500
"Pyzol" <n...@s...ca> wrote:
> Tu sie zatrzymam, bo sprawa to, ktora, moim zdaniem jest wlasnie
> najwazniejsza.
>
> Ino, ze pewnie zaskocze was....
> Otoz uwazam,ze program szkol, zarowno podstawowych jak i srednich jest
> zbyt ambitny. Zrealizowac go moga tylko niektore , wyjatkowo zdolne (
> z urodzenia) dzieci. Sytuacja ta powoduje tzw. nerwice szkolne.
> Material jest
Nie no, to nic nowego. Odkad pamietam - od czasow podstawowki - tak
uwazalo wielu rodzicow i co rozumniejsi nauczyciele.
Ciekawe jest to, ze jak dotad nauczyciele nie zaproponowali zmian
programowych majacych na celu wyeliminowanie tego problemu...
> zbyt rozlegly, zbyt szczegolowy. Przecietne dziecko nie jest po prostu
> w stanie sprostac mu. To doprowadza do frustracji i nerwic szkolnych.
> A szkola? Szkola b a w i sie w te cuiuciubakbe, udajac,ze nic sie
> zlego nie dzieje - leci po lebkach, idzie na latwizne, bo nie ma
> innego wyjscia. W zwiazku z czym przecietny absolwent po szkole raptem
> liznal co nieco wszystkiego, niczego nie poznawszy w miare rzetelnie
> ( nie ma na to czasu, nie miwaic juz o mozliwosciach
> emocjonalno-intelektualnych wczesnych nastolatkow), a co gorsza- nie
> nauczywszy sie j a k sie uczyc ( poza wbijaniem w - jakze przecie
> zawodna - pamiec).
>
> Np. moze mi ktos wytlumaczyc po jaka cholere w szostej klasie szkoly
> podstawowej wyklada sie teorie literatury? Ja wybrnelam z tego w ten
ja nie wiem. ale ciekawi mnie, skad sie w ogole zreby takiego podejscia
do nauki w podstawowce wziely. czyzby racje mial Hartman piszac, ze to
efekt jakiegos poronionego eksperymentu?
--
Nina Mazur Miller
n...@p...ninka.net.usun
http://pierdol.ninka.net/~ninka/
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-22 06:45:40
Temat: Re: Jeszcze...On Tue, 21 Oct 2003 15:43:13 +0200
"Duch" <a...@p...com> wrote:
[...]
> Ciekawe, co powiedziałby Platon, gdyby dowiedział się, że
> wymachując jego dziełami i opiewając jego imię ktoś domaga się
> okrojenia programu lekcji matematyki.
> "
takie gdybanie mozna sobie wsadzic w pioro. czasy Platona to nie czasy
dzisiejsze.
do akademii platonskiej szli bardzo nieliczni, NAJLEPSI. i nie dzieci bynajmniej.
Platon rzeczywiscie kladl nacisk na znajomosc geometrii - ale tez prosze
zauwazyc, ze wtedy nauka w naszej dzisiejszej wspolczesnej postaci nie
istniala.
cala nauka to byla wlasnie geometria, kawalki matematyki (wtedy nie
znali jeszcze nawet rachunku rozniczkowego!), i nieliczne elementy
astronomii i cos a la fizyka.
u grekow 'nauka' (wiedza) dzielila sie na episteme - ta sie zajmowali filozofowie,
bo filozofia to wlasnie wtedy byla utozsamiana tez z nauka!
techne to byla wiedza praktyczna i w nia sie bawili rzemieslnicy.
przenoszenie automatycznie oczekiwan z akademii platonskiej na
dzisiejszy system nauczania to nonsens.
gdyby chciec wziac pod uwage SENS tych slow - "kto nie zna geometrii
niech tutaj nie wchodzi" - i zastosowac to do czasow dzisiejszych, to
mialoby to mniej-wiecej postac "kto jest nieukiem, niech nie bierze sie
za filozofie".
--
Nina Mazur Miller
n...@p...ninka.net.usun
http://pierdol.ninka.net/~ninka/
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-22 11:51:19
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka
Uzytkownik "Nina M. Miller" <n...@p...ninka.net.usun> napisal w
wiadomosci news:20031021010133.71656ec3.ninka@pierdol.ninka.net
.usun...
Dosc ciekawy tekst.
Ale faktycznie brakuje "konkretnej definicji problemu"
I nie moge sie oprzec wrazeniu, ze jest pisany pod wplywem "egoizmu
branzowego"
Czyli - jestem filozofem, chce wiecej filozofii, jestem polonista , chce
wiecej polskiego itede.
Kazdy w szkole uwaza ze jego dziedzina jest najwazniejsza.
(Co pociaga za soba swiete oburzenie autora , ze dzieciaki nie znaja
podstawowych rzeczy z filozofii.)
I to jest w zasadzie wieksza czesc tekstu.
Jednak...
Pod koniec Hartman pokazuje palcem Pierwszego Kata polskiej szkoly
->mianowicie pisze o ideach pozytywistow ktorzy 100 lat temu uksztaltowali
szkole na model obecnie panujacy - (caly podrozdzial "Grzech pierworodny
pozytywistów" jest swietny)
IMO ma 100% racji.
Dlaczego?
To co bylo dobre 100 lat temu dzisiaj sie kompletnie nie sprawdza.
Dlaczego?
Bo ideal wyksztalcenia czlowieka ROZUMIEJACEGO otaczajacy go swiat jest
obecnie nie do zrealizowania.
Dlaczego?
Z oczywistego powodu coraz wiekszego skomplikowania nauk przyrodniczych i
coraz wiekszej ilosci wiedzy , rosnacej z kazdym rokiem (banal?)
Tendencja zeby w programach bylo wszystko co nauka ma do zaoferowania
znalazla apogeum chyba juz pare lat temu, kiedy w programie nauczania fizyki
w szkole podstawowej znalazla sie teoria wzglednosci. :-O.
Wlasnie ten ideal czlowieka "oswieconego" i "ogolnie wyksztalconego" jest
podstawa kiepskiej formy polskiej szkoly.
Ilosc materialu jest tak duza, ze zaden temat nie jest przyswojony do konca
i "porzadnie"
Stad wtorny analfabetyzm polskich uczniow
Jesli na dodawania ulamkow uczen ma trzy tygodnie, bo w tym samym roku
jeszcze czeka mnozenie, dzielenie, dziesietne, potegi, geometria itd. No bo
przeciez w nastepnej klasie juz rownanie z wieloma niewiadomymi.
I z kazdego przedmiotu to samo.
W takiej sytaucji uczen ma niewielkie szanse nauczyc sie czegokolwiek
solidnie.
Ten ideal "ucznia oswieconego" niestety podziela autor artykulu, z ta
roznica ze chcialby ujac nieco matematyki a dodac filozofie.
PO CO??
Drugim katem polskiego szkolnictwa oprocz chorych idei jest biurokracja
Ministerstwa DysEdukacji i Kurwiatorium idealnie sie zgrywajaca z ww
"pozytywizmem"
Istota "biurokracji" jest twoczosc jej urzednikow.
Tworzenie nowych przepisow, programow, dodawanie kolejnych tematow do
opanowania doskonale kwitnie na gruncie wlasnie "pozytywizmu".
Trzecim katem jest ZNP i slawetne korporacyjne przepisy o niemoznosci
zwolnienia chujowych nauczycieli.
To jest zreszta przyczyna powiekszajacej sie w przyszlosci roznicy miedzy
panstwowymi szkolami a prywatnymi, gdzie dyrekcja ma wieksza kontrole nad
swoim personelem.
Zreszta znam szkoly panstwowe, ktore ciesza sie slawa najlepszych w
regionie, gdzie dyrektor zatrudnia samych mlodych nauczycieli bez uprawnien.
W ten sposob przeterminowane peerelowskie kwoki nie maja szans kwoczyc sie
na cieplych dozywotnich posadkach.
Czwartym Katem jest mimo wszytko caly czas ciagnaca sie od przynajmniej lat
70tych sprawa negatywnej selekcji.
Czyli "jak juz nie ma gdzie pojsc, to ide do szkoly uczyc"
To oczywiscie nie zniknie, poki bede istnialy panstwowe szkoly. Bo nie
przewiduje zeby panstwo polskie bylo stac na dobre placenie nauczycielom
przez nastepne 100 lat :(
Jesli chodzi o przyczyny "problemu" to tak na szybko byloby tyle :))))
oscar
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-22 12:54:25
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka
Uzytkownik "Nina M. Miller" <n...@p...ninka.net.usun> napisal w
wiadomosci news:20031021233447.35ca3053.ninka@pierdol.ninka.net
.usun...
> On Tue, 21 Oct 2003 14:16:18 -0500
> "Pyzol" <n...@s...ca> wrote:
> Nie no, to nic nowego. Odkad pamietam - od czasow podstawowki - tak
> uwazalo wielu rodzicow i co rozumniejsi nauczyciele.
A jak to sie ma do wymagan wyzszych uczelni ?
> Ciekawe jest to, ze jak dotad nauczyciele nie zaproponowali zmian
> programowych majacych na celu wyeliminowanie tego problemu...
Oj, Nina, milo sie rozmawia, ale dodaj od czasu do czasu "moim zdaniem" :-)
enni
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
1. Data: 2003-10-22 16:04:25
Temat: Re: jeszcze a propos edukacji - do Pyzolka
"Nina M. Miller" <n...@p...ninka.net.usun> wrote in message > ja nie
wiem. ale ciekawi mnie, skad sie w ogole zreby takiego podejscia
> do nauki w podstawowce wziely. czyzby racje mial Hartman piszac, ze to
> efekt jakiegos poronionego eksperymentu?
Problem w tym,ze Hartman, poza krytykowanie nie wychodzi. W dodatku, jego
krytyka jest nader niekonkretna, w sumie rzeczywiscie, wyglada na to,ze
chcialby wiecej filozofii kosztem matematyki. No to z tym, to ja sie nie
zgadzam. Bardzo wysoko cenie filozofie i uwazam,ze jest jej za malo w
programach, ale nie jako osobny przedmiot! Czy Hartman, lub jakikolwiek inny
specjalista w Polsce zajmuje sie tym problemem, ma propozycje programowe, w
ogole zaangazowany jest w jakiekowliek gremia decydujace, badz chocby
dyskutujace zawartosci programowa?
Dziwi mnie, kiedy nauczyciel zasadniczo majacy uczyc danego przedmiotu ma za
zle uczonim,ze go nie znaja. Taka postawa
"mienia za zle" nie najlepiej swiadczy o jego kwalifikacjach - jako
nauczyciela. Mnie to przypomina agrumenty w stylu " Do czego to podobne!",
niepowazne, nadete i totalnie rozjechane z rzeczywistoscia. Fakt,ze takich
uzywa aurat ktos kto ma wykladac etyke, z lekka mnie przeraza.
Czym zajmowaliby sie nauczyciele, gdyby uczniowoe wsystki wiedzieli?
Kaska
› Pokaż wiadomość z nagłówkami
| « poprzedni wątek | następny wątek » |