Data: 2004-10-08 10:16:00
Temat: Re: Rozgwiazda w świecie płaszczaków
Od: "... z Gormenghast" <a...@p...not.pl>
Pokaż wszystkie nagłówki
/.../ za przykład niech posłużą informatycy nie
znoszący wiedzy o sprzęcie i posługujący się wyłącznie językami wysokiego
poziomu. Rozumienie tego co w istocie dzieje się w komputerze jest
w rezultacie bardzo podświadome i posługujące się pozornie 'abstrakcyjnymi'
pojęciami, jakoby nie mającymi bezpośredniego fizycznego związku
z rzeczywistym obiektem. Stąd ciągłe poszukiwania i tworzenie coraz
to nowych języków, po to tylko by trafić na takie, które będą podświadomie
zrozumiałe. Efekt - mnóstwo niedokończonych projektów, i konieczność
dostosowywania świata do tego co udało się zmajstrować, a nie na odwrót.
Albo mnożenie rodzajów interfejsów nieustająco przemycających 'w górę'
archaiczne pomysły ściśle związane z pierwszymi technicznymi rozwiązaniami
(np. systemy plików i organizacja pamięci dyskowej typu głowica/cylinder/ścieżka.)
Nie tędy droga.
Oprócz złudzeń wynikających z 'wyłapywania' wyłącznie informacji powyżej
pewnego progu kontrastowości podstawową rolę w zniekształcaniu informacji
ma 'filtr ego'. Celem olbrzymiej większości osób wcale nie jest poznanie,
czysta nauka, a kariera. Ten filtr działa tak, iż informacje nie służące
osiąganiu podstawowego celu są eliminowane. Nikt z naukowców działających
dla kariery nie będzie się latami wgryzał w ledwie uchwytne, a kompletnie
niepasujące do aktualnego obrazu prawdy 'drobiazgi'. Za to całą 'naukową'
uwagę poświęcają karierowej polityce.
Dlatego wszystkie wątpliwości są całkiem podświadomie eliminowane z
postrzegania. Jak często spotykacie się w zachowaniu innych i swoim
własnym ze stwierdzeniami: "To mnie nie interesuje, bo nie jest to
mi do niczego potrzebne?". A to właśnie jest objawienie działania
'filtru ego'.
Jak bardzo Einstein był nieczuły na pokusy kariery ? Dawał temu wyraz
zawsze i najdobitniej, jak można sobie wyobrazić. Kogóż innego było
by stać na stwierdzenie na pierwszym spotkaniu n/t. profesury na
uniwersytecie zuryskim (przypominam - otrzymanie tego stanowiska
oznaczało koniec długotrwałych i bardzo uciążliwych kłopotów finan-
sowych): "Ależ na tym stanowisku mnie wcale nie zależy" !!!!
Kiedy przyjechał do niego Abba Eban w sprawie prezydentury Izraela.
Albert przyjął go, cytuję Ebana: << Sam mi otworzył. Wyglądał, jakby
spał w ubraniu, strasznie stary sweter, okropnie znoszone buty.
W środku poprosił mnie, żebym usiadł i zaproponował kawę. Myślałem,
że przygotuje ją ktoś ze służby, więc się zgodziłem. Ku mojemu
wielkiemu zaskoczeniu profesor Einstein zniknął w kuchni, skąd
dobiegły mnie odgłosy roztłukujących się na podłodze filiżanek.>>
Nic dodać nic ująć - 'proste', a jak wiele mówiące spotkanie
zupełnie odmiennych ludzi - Einsteina kompletnie ignorującego
jakiekolwiek 'karierowe' zachowania i zdumionego tym ambasadora,
przesiąkniętego myślą o karierze do szpiku kości...
Takie zachowanie wynika ze sposobu myślenia, jest nierozerwalnie z nim
związane, a nie, jak sądzi większość kompletnie niezależne od jakości
rozważań naukowych.
-------------
Jeżeli wgryziecie się w psychologię postaci, potencjalne możliwości
wszystkich zniekształcających filtrów, trapiący wszystkich pośpiech,
zalew fałszywych informacji i powszechny "wyścig szczurów" to powinno
być przestać dla Was dziwne, iż tak naprawdę do tego głębokiego 'obrazu
prawdy' w zasadzie nikt nie powinien dotrzeć. Zadowalamy się tym,
że coś zadziałało w sposób, do jakiego już się przyzwyczailiśmy, a
znajomości prawdy nie na tym polega - to wiedza o wszystkich możliwych
zachowaniach układu. Oczywiście nie chodzi o zdolność precyzyjnego
przewidzenia wszystkiego, co się zdarzy, bo na to mózg ma o wiele
za małe możliwości - ale o znajomość możliwych ścieżek rozwoju
sytuacji, znajomość wystarczającą do tego, by reagować na nie
w odpowiednim 'na czas', a nie dopiero po katastrofie momencie.
-------------
Jak więc dążyć do zobaczenia 'twarzy' prawdy jakiegoś zagadnienia?
Identycznie jak przy oglądaniu obrazka ! Nie wolno zostawiać w pamięci
'bezwzględnie słusznych' wniosków cząstkowych, zawsze pojawiających
się przy szybkim/bystrym a w istocie byle jakim 'rozumieniu', bo odpowiadają
widzeniu kratki. Stąd bierze się nadrzędna wartość "wiem, że nic nie wiem",
zadawanie sobie mnóstwa pytań "a dlaczego?" wobec wszystkich, nawet
najoczywistszych wniosków i poszukiwanie wszelkich możliwych odpowiedzi,
często całkowicie ze sobą różnych/sprzecznych, bo zależnych od kontekstu
postrzegania (czyli wyłapywanie i rozumienie wszystkich "różnych twarzy"
tego samego zagadnienia).
Taka praca myślowa (określana jako najwyższy wysiłek umysłowy) odpowiada
rozmyciu obrazka, oglądaniu go z daleka, po to, by w morzu możliwych
interpretacji słów/faktów odkryć tą jedną, właściwą odpowiedź/interpretację,
dla każdego elementu z osobna - w przypadku obrazka Lincolna był to
poziom szarości kwadratu, a wszystkie zauważane z bliska inne informacje
- np. kształt kwadratu okazały się zbędne/niepotrzebne, złe.
Owo rozmywanie w religii katolickiej nazywane bywa modlitwą, w
buddyźmie medytacją, a niereligijnych przypadkach kontemplacją,
głęboką analizą, studiowaniem zagadnienia itd.
Pojawianie się 'obrazu prawdy' w rzeczywistym życiu często odbywa się
na zasadzie - "coś mi chodzi głęboko po głowie", "coś mnie ciągnie",
"coś w tym wszystkim jest nie tak", trawjące nieraz całymi latami.
Najczęściej po długim okresie dosłownie męczarni pojawia się efekt
olśnienia - w jednym 'błysku' uzyskujemy obraz gotowych, idealnie
pasujących odpowiedzi do wszystkich męczących i nieuchwytnych
dotychczas pytań. I mamy wtedy do czynienia z czymś, co się nazywa
reakcją wglądu, bądź reakcją 'aha'. Jeżeli ktoś nie dąży do tego
świadomie, wgląd może być tylko częściowy i b. przypadkowy. Bez
wątpienia pewnym rodzajem wglądu są 'objawienia/nawrócenia religijne'. /.../
Pozdrawiam
Jerzy Turyński
Sent: Wednesday, November 03, 1999 9:07 PM
Subject: O mysleniu - cz. II
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ż archiwum pozwolił sobie wybrać [All]
|