Data: 2011-09-07 08:14:08
Temat: Re: Kary cielesne
Od: b...@o...pl
Pokaż wszystkie nagłówki
On 7 Wrz, 09:46, Hanka <c...@g...com> wrote:
> On 7 Wrz, 09:32, Lebowski <lebowski@*****.net> wrote:
>
> > W dniu 2011-09-07 08:44, Hanka pisze:
> > > On 6 Wrz, 21:55, b...@o...pl wrote:
> > >> On 6 Wrz, 16:56, za cony<r...@x...pl> wrote:
> > >>> Nie wiemy, co ona na to. Tzn. w jakim stopniu akceptuje obecną sytuację i
> > >>> środek zaradczy w postaci klapsów.
> > >> Jak już mówiłem żona mówi w takich sytuacjach że zasłużyła i że dobrze
> > >> zrobiłem.
> > > To jest chore.
> > Nie za pochopny czasem wniosek.
>
> Ale to są inklinacje czysto masochistyczne,
> nie widzisz tego?
> Gra, w której kobieta udaje, że jest bezsilna, bezradna,
> a za swoje "ataki" musi ponieść karę.
> Sam fakt, że te "ataki" nie mają miejsca poza domem,
> dla mnie świadczy o ich konkretnym przeznaczeniu.
Mylisz się. Prawda jest taka, że na zewnątrz łatwiej jest się
kontrolować. Przecież niejeden znęcający się nad rodziną, to
na zewnątrz "porządny i miły człowiek".
Jeżeli nie wierzysz, to spytaj fachowca.
Pamiętam, jak kiedyś w telewizji, po złapaniu psychopatycznego
mordercy przeprowadzany był wywiad z policjantem. Reporterka
stwierdziła, że "nie wyglądał na psychopatę". Policjant odparł
na to, że "Trudno jest powiedzieć, by ktoś mógł wyglądać na
psychopatę. Gdyby psychopaci wyróżniali się z tłumu moglibyśmy
ich o razu pozamykać. Trudno powiedzieć, by ktoś mógł wyglądać
na zabójcę. Zabójcy wyglądają jak wszyscy. Gdyby było inaczej
moglibyśmy
ich od razu posadzić w więzieniu."
> > Przedpisca nie wydaje sie byc klasycznym pojebem.
> > Moze byc tak, ze jego zona zdaje sobie sprawe z utraty kontroli nad
> > emocjami i zaczela jemu ufac, ze znajdzie wtedy u niego wsparcie.
> Jeśli by to była choroba, sprawa niezależna od
> kobiety, akcje miałyby miejsce również poza domem.
pw.
> > Co prawda wyrazone moze niezbyt typowo, ale z opisu wydaje sie byc
> > skuteczne i niezbyt inwazyjne.
>
> Dla mnie fakt fizycznej ingerencji kogoś w moją
> cielesność, jest nie do przyjęcia. Nie zmienię
> zdania ani nie będę inaczej reagować na rękoczyny.
Gdyby żona pokaleczyła się szkłami z rozbitego wazonu,
to wtedy dopiero poważnie zaingerowałaby w swoją
cielesność. Wprawdzie - sama, ale chyba nie powiesz,
że byłby to lepszy obrót sprawy. W każdym razie ja wolę
żonie dać klapsa niż dopuścić, żeby zrobiła sobie trwałą krzywdę.
> > Byc moze z czasem te utraty kontroli ustana.
Jak pisałem, są coraz rzadsze.
|