Data: 2011-09-06 19:55:54
Temat: Re: Kary cielesne
Od: b...@o...pl
Pokaż wszystkie nagłówki
On 6 Wrz, 16:56, zażółcony <r...@x...pl> wrote:
> Użytkownik "Hanka" <c...@g...com> napisał w
wiadomościnews:8f1d4ef3-28bf-4354-81c6-eca4364bda1d@
l2g2000vbn.googlegroups.com...
>
> > Gdzieś mi mryga czerwona lampka, ale nie widzę
> > jeszcze, gdzie.
>
> Ta sobie poczytałem ...
> Nie ma dzieci - no to niby OK.
> Ale czerwona lampka dalej się świeci.
>
> Nie wiemy, co żona na to. Tzn. w jakim stopniu akceptuje obecną sytuację i
> środek zaradczy
> w postaci klapsów.
Jak już mówiłem żona mówi w takich sytuacjach że zasłużyła i że dobrze
zrobiłem.
> Powiedzmy jednak, że teoretycznie wyobrażam sobie taką
> sytuację,
> że małżeństwo osiągnęło stan równowagi - ona czasami wpada w furię, on ją
> leczy klapsem.
> I jest spoko. Ona nie czuje się nieszczęśliwa, nie wpada w depresję - a
> wręcz odwrotnie
> - dalej odnosi sukcesy zawodowe.
Odnosi.
> Więc załóżmy, że jest to po prostu takie małżeńskie dziwactwo i dziwaczna
> odpowiedź na nie.
> Mimo, że autor twierdzi, że żadne tam sado-macho, to jednak powyższa
> teoretyczna
> sytuacja najlepiej opisuje właśnie taki sposób funkcjonowania, w którym
> silne, instynktowne,
> emocjonalne popędy są rozładowywane 'klapsem'. Wyobrażam sobie, że to może
> funkcjonować,
> tylko nie jest jawnie wiazane z zachowaniami seksualnymi. Nadmieniłbym
> tylko, że jednemu
> do drugiego imho niedaleko. Ale to na marginesie.
No tak, ale żona nie lubi żadnych erotycznych zabaw typu sado-maso.
> Więc patrzymy na lampkę - jednak nie zgasła - dalej pali się na czerwono i
> pulsuje.
> Coś tu dalej jest nie tak.
>
> 1. Dlaczego autor pisze na grupę ? Jaki jest więc problem ?
Właściwie to problem podałem przy okazji, natomiast o co spytałem w
poście, to co myślicie o karach cielesnych i uzasadniłem, że z mojej
perspektywy łatwiej mi zrozumieć klapsy dane przez mamę dziecku czy
przez
męża żonę w podbramkowej sytuacji.
Natomiast co mnie skłoniło do napisania posta. Cóż, przypomniałem
sobie następującą
historię. Piętro nad nami mieszka pewne małżeństwo, gdy dopiero, co
się wprowadziliśmy
do naszego mieszkania byli jeszcze narzeczeństwem. Pewnego dnia
narzeczona z owego
narzeczeństwa wróciła do domu równo wstawiona. Nazajutrz słyszeliśmy z
żoną, jak jej
narzeczony zwyczajnie ją sprał.
Powiem szczerze, że w pierwszym odruchu chciałem klientowi dać w zęby,
ale żona
ostro się sprzeciwiła i odpuściłem.
Nieco później, na chłodno i po rozmowie z żoną, doszedłem do wniosku,
że jakby go
nie oceniać, to tak naprawdę to moje zachowanie było faktycznie
żenujące.
Po pierwsze, jakby nie patrzeć, jego narzeczona nie była bez winy.
Po drugie, chciałem mu dać w zęby, co mogło skończyć się faktycznym
uszczerbkiem
na zdrowiu, podczas gdy on jedynie sprał swoją żonę po tyłku, od czego
przecież
nie stała się jej jakakolwiek trwała krzywda.
Po trzecie, jeżeli chciała, to przecież zawsze mogła z nim zerwać.
A po czwarte, to to, że dałbym temu gościowi w zęby wcale nie
musiałoby się spodobać
jego narzeczonej i nie ma jakiejkolwiek gwarancji, żeby poczuła się po
tym lepiej.
Co dalej się z nimi dzieje, nadal nad nami mieszkają, nie słychać
specjalnych awantur
i wydaje się, że są szczęśliwsi niż niejedna para. To lanie żony
przez męża nie przerodziło
się w żadne patologiczne bicie, chociaż obecnie prawdopodobnie też
niekiedy zdarza się
jej oberwać (kiedyś żona mówiła, że słyszała, jak tamta dostaje, mnie
akurat nie było wtedy
w domu). Więc jakiś sposób to jest.
O co mi chodzi. Część z was pisze, że
jest przeciwna klapsom, OK, ale czy jeżeli, powiedzmy, widzę, jak
jakaś mama daje klapsa w tyłek
dziecku, to powinienem dzwonić po policję?
Czy jeżeli mąż czasami skarci żonę dając jej w skórę, to powinienem od
razu interweniować?
Cóż, w opisanej przeze mnie jeżeli jakiś efekt bym tym wywołał, to
chyba tylko negatywny.
Nie mówię, że pochwalam metody wymienione przez tamtego gościa, są
lepsze sposoby.
Ale też nie trzeba, co więcej nie należy, lecieć do niego z pięściami
czy dzwonić po policję.
Oczywiście w powyższej sytuacji żona mogła swobodnie zerwać z mężem
dlatego, że byli dopiero
narzeczeństwem i nie mieli dzieci. Gdyby mieli dzieci sytuacja
przedstawiałaby się w nieco inny sposób, ale
jest to temat do dość obszernych rozważań.
Niejedna mama przed urodzeniem dziecka zarzeka się, że ona nigdy
nie da klapsa dziecku, ale potem wiele z nich jednak zmienia zdanie.
Podobnie, z tym gościem, nie uważam, by dobrze robił sprawiając czasem
żonie lanie (nie za mocne), jeśli ta
coś przeskrobie. Ale tu również, z mojej perspektywy łatwiej jest mi
go zrozumieć.
> 2. Brak kontroli i potencjalne zagrożenia.
> Można się dziwacznie zachowywać, można sado-maso i inne cuda - ale odbywa
> się
> to w sposób kontrolowany. Świadoma zgoda na rozpoczęcie aktu. Gdzie pływa
> świadomość żony w sytuacji, kiedy spektakl się rozpoczyna ?
Cóż, poza domem nie dochodzi - na szczęście - do tego typu zdarzeń.
Jak wiadomo - na zewnątrz łatwo jest się kontrolować.
> - żona jest słabsza, ale ma pazury i zęby. Jaka jest gwarancja, że nie wbije
> pazurów w oczy ?
Nie wbije.
>Albo, że wygryzie pokaźną bliznę ? (miałem przyjemność
> być raz ugryziony przez małżonkę w trochę podobnych okolicznościach :)
Nie wygryzie. A właściwie co sugerujesz? Że powinienem zostawić żonę
w takim stanie?
> - żona prowadzi moze samochód ? Jak jej się trafi napad na trasie przy
> prędkości
> 140 km/h to będzie hamować, czy wpierw będzie potrzebować klapsa ?
pw.
> A może postanowi rozbić sobie głowę o kierownicę albo rozbić coś innego,
> samochodem ? Jaki jest stopień kontroli ? (miałem przyjemność wpaść w furię
> w czasie jazdy samochodem, na szczeście nie prowadziłem - ale było
> niewesoło)
> - nie ma dzieci - ale zawsze mogą się pojawić.
Spokojnie.
> Wtedy będziemy nagle szukać
> szybkiej terapii-cudu ?
No ale co chcesz powiedzieć, lepiej zostawić
wszystko jak jest i nic nie robić?
> A może to wszytko taka po prostu zabawa bogatych ludzi, którym kilka
> rozbitych
> talerzy dostarcza pikanterii w związku, żadnych kosztów z tym zwiazanych
> liczyć
> nie muszą ?
Nie.
|